niedziela, 3 czerwca 2018

Dramat rodziny - "Nowakowie. Kruchy fundament" Barbary Sęk (przedpremierowo)

Literacka opowieść (pierwsza część zapowiadanej sagi) o rozpadzie współczesnej rodziny wydała mi się z początku sztampowym pomysłem. Oto on, ojciec czworga dzieci, znudzony niepracującą żoną, znajduje sobie atrakcyjną i samodzielną kobietę, która staje się obiektem jego seksualnej fascynacji. Czytelnik poznaje Nowaków w momencie odkrycia przez członków rodziny, że ich żywiciel prowadzi podwójne życie. I choć pierwsze karty powieści uświadomiły mi, że czas spędzony z tą czterystustronicową książką będzie dość przyjemny (ze względu na niezwykle przyjazny czytelnikowi styl), nie nastawiałam się na wciągającą lekturę. Okazało się jednak inaczej.
Autorka zdecydowała się na długie partie tekstu prowadzone w mowie zależnej, które z reguły są dla czytelnika trudne. Ku mojemu zdziwieniu w tym przypadku nie stanowiły przeszkody w utrzymaniu tempa czytania. Do tego coś, co jest lubiane przez odbiorców - retrospekcja, pozwalająca na wyjaśnienie motywów zachowań, nieznanych czytelnikowi na początku. Sama akcja powieści to zaledwie kilka początkowych dni pewnego września, ale skonstruowana w taki sposób, żeby móc odtworzyć w miarę pełen obraz rodziny.
Klasyczna, ale zsubiektywizowana narracja sprawiają, że czytelnik może zbliżyć się po kolei do każdego uczestnika dramatu, z perspektywy którego prowadzone są poszczególne części tej złożonej układanki. Nie wszystko jest tak biało-czarne, jak mogłoby się wydawać. Trzeba przyznać, że autorce udało się zapobiec narzucającemu się w tej sytuacji podziałowi na dobrych i złych. I, co ciekawe, czytelnik nie widzi tu stuprocentowo dobrego bohatera, któremu kibicuje. Choć pod koniec książki prawie zaczyna współczuć Krzysztofowi, gdy widzi, do czego doprowadziło go nadmiernie rozbudowane poczucie odpowiedzialności za swoje czyny.
Układ trojga to charyzmatyczny on - Krzysztof - ojciec wydawać by się mogło idealny, autorytet dla swoich dzieci, uczący ich dojrzałości. Inteligentny, zarabiający jako wzięty adwokat, bez problemu utrzymuje rodzinę, dzięki czemu żona, skoro nie chce, nie musi pracować. Układ prosty, a jednak kruchy.
Ona - żona - Małgorzata. Była tancerka, która przez przypadek, bardzo młodo, weszła do rodziny prawników. Korzystała z tego, co dostała od męża i jego rodziny. Podobnie jak Krzysztof, który na początku wydaje się tym złym, tak ona jest postacią ambiwalentną i w gruncie rzeczy egoistką.
Monika - ta trzecia - to prawniczka. Dorównująca ambicjami Krzysztofowi, wypełnia lukę z potrzebami, o których żona nawet by nie pomyślała. Atrakcyjna, zadbana, poświęciła dla Krzysztofa swoje życie osobiste. Kieruje się egoizmem, ale wiedziała, na co się decyduje. Poza tym nie musiała prać, prasować, gotować. I najwyraźniej taki układ jej pasował.
Sięgając po książkę spodziewałam się kontrastów i łatwych ocen. Zastanawiałam się też, po co autorka planuje sagę na bazie, która nie rokuje. Jednak im dalej w las, tym więcej drzew, a popisowa scena centralna (czyli kiedy wszyscy wysuwają najcięższe działa) to według mnie dowód na to, że się myliłam. Poza tym przy okazji rozgrywającego się dramatu, czytelnik poznaje dzieci Nowaków: Tomka, który upodabnia się do ojca, Kasię, która zaczyna nienawidzić matki i nastoletniego Łukasza, najbardziej stonowanego z tej gromadki. Jest jeszcze trzyletni Kuba, który w tym układzie komplikuje najwięcej spraw. Do tego kilka nierozstrzygniętych kwestii (kto był tym życzliwym, który przesłał zdjęcia?) pozwalają sądzić, że kolejne powieści Barbary Sęk zapowiadają się obiecująco.
Warto też zwrócić uwagę na nieprzypadkowe nazwisko bohaterów. Jedno z popularniejszych w Polsce - zupełnie jakby celem autorki było uświadomienie, że pogubić się w życiu i oczekiwaniach wobec niego może się każda zwyczajna rodzina.

Za książkę dziękuję wydawnictwu



 

Barbara Sęk, Nowakowie. Kruchy fundament, Warszawa 2018
premiera książki 6 czerwca 2018.


wtorek, 1 maja 2018

Patriotyczne ciekawostki dla dzieci - „Moja Polska”

Przyjemny przewodnik po polskości dla dzieci - zarówno tych małych, jak i starszych. Nie da się jednak ukryć, że to kompendium całkiem subiektywne, co wydaje mi się, nie do końca wybrzmiało w opisie wydawnictwa. Moja Polska rości sobie prawa do przedstawienia polskich powodów dumy narodowej. Rzecz chwalebna, ponieważ w dobie emigracji ekonomicznej i dość negatywnych przekazów medialnych dotyczących polskiej rzeczywistości, łatwo zapomnieć, czym mogą pochwalić się Polacy.

Książka stanowi skondensowany zbiór ciekawostek, które mogą pomóc rodzicowi w odpowiedzi na dziecięce pytania (np. czym się różni orzeł od bielika?), a starsze dziecko mogą skłonić do dalszych poszukiwań, jeśli zainteresuje je jakieś zagadnienie. W przyjemny sposób wprowadza także w zagadnienia najnowszej historii Polski, na przykład o rolę Lecha Wałęsy czy Jana Pawła II.
Krótkie, dość poszatkowane części sprawiają, że książka przybiera formę upstrzonego ilustracjami słownika, uporządkowanego na zasadzie skojarzeń, a nie chronologii czy alfabetu. Przekrój kategorii i przykładów sprawia wrażenie dość pełnego, choć lektura odsłania braki. Przykładem mogą być znane polskie słodycze – autorka przedstawia tu batonik Prince Polo oraz firmę Wedel. A co z polskimi Krówkami? Te nie są wymienione. Czy inna kategoria – motoryzacja. Autorka wymienia Solarisy jeżdżące w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a o produkcjach bydgoskiej Pesy i polskim pociągu Flirt już nie wspomina. Nie chcę podważać wyborów autorki, ale brakuje mi jasnego wskazania i podkreślenia, że całe, ciekawe przecież, przedsięwzięcie pod tytułem Moja Polska to zaledwie zajawki.
Podobnie z sukcesami sportowymi – skoro autorka podjęła się ich przytoczenia, oczywiste było, że konieczne będzie zawężenie tematu. Zawsze jednak można zapytać: dlaczego te, a  nie inne osoby, wydały się godne przytoczenia na kartach książki? Podobnie rzecz ma się z cechami regionów (kulturą i wyrobami) – książka pokazuje jak przez szkło powiększające pewien wąski wycinek, najciekawszy według autorki, ale przecież zawsze niepełny.
Zarzuty można mieć też zgoła polityczne, ponieważ książka nie ucieka od polityki czy może szerzej – ideologii, a za taki element należy chyba uznać przytoczenie WOŚP-u jako wyjątkowej akcji charytatywnej. Przy całym szacunku dla i podziwie dla sprawy, WOŚP nie jest jedyny. Może, skoro książce daleko do przytoczenia pełnego obrazu, warto byłoby zrezygnować z tego aspektu?

Za książkę dziękuję wydawnictwu
 
Katarzyna Sołtyk, Moja Polska, wyd. Wilga, 2018

niedziela, 8 kwietnia 2018

Królik Franek trochę jak Świnka Peppa


Królik Franek jest zwyczajnym przedszkolakiem. Zwyczajne są także książeczki Marty Krzemińskiej. Franek ma rodziców, starszą siostrę i problemy, z jakimi zetknąć się może kilkulatek. Metoda wybrana przez autorkę pozwoli na napisanie o Franku pokaźnej serii książeczek. Na razie przeczytać możemy dwie – o sztuce przegrywania oraz o obawie przed innością. Książeczki, co jest niewątpliwie ich zaletą, pochwalić się mogą konsultacją psychologiczną, dzięki czemu są dobrym materiałem dla rodziców do omówienia z dzieckiem trudnego tematu, gdy maluch się z nim zetknie.
Napisane prostym językiem, z centralną postacią Franka, ułatwią dziecku identyfikację z głównym bohaterem. Porównanie z Peppą jest dla mnie dość oczywiste – w angielskiej kreskówce, podobnie jak i tu, bohaterowie nie mają jakichś niemożliwych do realizacji przygód. Ich życie i problemy są odzwierciedleniem przeciętnej, dziecięcej rzeczywistości (która absolutnie nie jest nudna!) i z takiej perspektywy pokazane. Poza tym w świecie Królika Franka inni bohaterowie są zwierzęcymi postaciami innych gatunków – jest zatem kot, pies czy prosiaczek. Zwięzłe historie opatrzone są także problemowymi pytaniami, które mogą pomóc rodzicom rozmawiać z dzieckiem.
Trudno nie wspomnieć o przyjemnej szacie graficznej książek. Pastelowe kolory i równowaga pomiędzy słowem i obrazem sprawiają, że Królik Franek ma szanse stać się, obok Basi Zofii Staneckiej, przyjacielem przedszkolaka i pomocnikiem rodziców. Może też okazać się alternatywą dla chłopców, którzy (to przecież normalne w tym wieku) wolą słuchać historii, których bohaterem jest także chłopiec.

Za książkę dziękuję 


Marta Krzemińska, Królik Franek, Foksal, 2018

piątek, 9 marca 2018

Mgliście - Buduar Igora Kulikowskiego



Niewielka, ale „gęsta” – taka jest miniatura Igora Kulikowskiego Buduar. Trzy osoby i trzy głosy na ten sam temat – poszukiwanie miejsca dla siebie w fascynującym i jednocześnie nieludzkim świecie, jakim jest metropolia. Potrzeba wolności i spełnienia, która przywiodła każdego z nich do wielkiego miasta, jest siłą, która nie tylko popycha do przodu. Czasem, o czym przekonuje się jeden z bohaterów, każe się cofnąć do opuszczonego świata.
Wielkie miasto ma pozwolić na realizację marzeń, które były tłumione w małych miejscowościach i rodzinnych domach. Ma także ukryć to, co wstydliwe i inne. Jednak rzeczywistość rozmija się z marzeniami i bohaterowie, gdy przebywają w mieście W. są bardziej samotni niż w miejscach, z których przybyli. Tam nikt ich nie rozumiał, ale dostrzegał ich istnienie. Tu – są niezauważalni, a indywidualne potrzeby zbyt błahe, by były warte uwagi. Dwóch mężczyzn i kobieta stanowią pionki w wyścigu szczurów. Rzuceni blisko siebie, nie są w stanie sobie wzajemnie pomóc. Korzystają z jednej przestrzeni, komentują te same chwile, w których wspominają o swojej obecności. Każde z rozbieżnymi pragnieniami, każde zagubione.
Autor zawarł te myśli na kilkudziesięciu stronach, wspaniale zapełnionych formą. Tekst doskonale się czyta, jest ucztą dla ucha. Próbowałam głośnego czytania, gdy moja dwuletnia córka zaczynała się niepokoić, że zajmuję się czymś innym, niż według niej powinnam. Okazało się, ku mojemu zdziwieniu, że przerywała mi dopiero po jednej, dwóch stronach, choć praktycznie nic nie rozumiała. Siedziała zasłuchana, bo utwór I. Kulikowskiego jest bardzo muzyczny. Wybrane przez autora środki językowe, budujące tę poetycką prozę, stanowią największą wartość dodaną książki.
Problemem utworu jest ograniczenie do minimum treści. Buduar, jak scena oglądana przez zasłonę, jest dość niewyraźnie zarysowany pod względem nurtu opowieści. Być może to wada tej miniatury. Być może jej zaleta. Buduar przecież jest pewną formą, tajemniczą i pozostawiającą wiele w sferze domysłów. Może zatem tak właśnie miało być. 

Igor Kulikowski, Buduar, wyd. Dygresje, 2018