sobota, 25 listopada 2017

Jupi! Uczę się i bawię

300 naklejek, niewielka cena, będzie chwila spokoju - biorę. Ja i małe zwierzaki, Ja i kolory oraz Ja, autka i wszystko co śmiga. Pierwsza z nich zachwyca piękną patchworkową szatą graficzną. Naklejek jest dużo więcej, niż potrzebne w książce, więc wszyscy są zadowoleni (w książce o kolorach nie ma miejsc na naklejenie). Wady? Dwulatka nie radzi sobie sama z odlepieniem naklejek ze środka książki, klej jest bardzo mocny, kartki książki cienkie i łatwo się drą. Mimo śliskiego papieru, klej okazuje się zbyt trwały, żeby je odkleić. Udaje się to tylko z najmniejszymi elementami.
Naklejki mało różnią się od obrazków. Dla starszego dziecka super, dla młodszego - to spory problem. Ania czasem próbuje wydrapać paluszkiem coś, co jest rysunkiem.
Książka jest niesamowicie słabej jakości. Papier się gnie i łatwo drze. Przy odklejaniu naklejek, książka się rozpada. Do tego nieudany pomysł z bardzo dużymi naklejkami - dziecko praktycznie nie ma szans ich przykleić bez oderwania jakiejś części, załamania całości lub przyklejenia do lekko dotkniętego naklejką papieru. A gdy już dotknie, praktycznie niemożliwe jest ją ruszyć bez strat w stylu białych śladów na papierze lub podartego elementu. 
Książki tanie, o ciekawej grafice, ale nie spełniają dobrze swojej funkcji.

Ja i małe zwierzaki

Ja i kolory

















Jupi! Uczę się i bawię

Książka z puzzlami – Zwierzęta

Prosta książka z krótkim tekstem i ładnymi zdjęciami domowych zwierząt. Kot, psy, rybka, królik, żółw i ptaszki mają na celu ukształtowanie w małym dziecku wyobrażenia o zwierzętach, które mogą być domowymi pupilami. Dodatkowo książka wyposażona jest w cztery układanki, każda dziewięcioelementowa, a pod nią jest obrazek do pomalowania. No i określenie kategorii wiekowej – 1+. Trochę za dużo autorzy chcieli tu zmieścić i nie wiadomo, czy zdawali sobie sprawę z różnych możliwości dziecka w zależności od wieku.
Zasadniczo pomysł nie jest zły. Stworzyć książkę, którą roczniak będzie oglądał, ucząc się naśladować szczekanie psa, książkę, z której dwulatek wyciągnie i rozłoży puzzle, a trzylatek pomaluje kryjące się pod puzzlami obrazki.
Ania dostała tę książkę w ubiegłym roku na Gwiazdkę. Miała wtedy 13 miesięcy. Książka spodobała się, tylko zaczęła ją podgryzać, co znacznie nadszarpnęło puzzle z psem. Odłożyłam ją zatem na półkę. Pomyślałam – dostanie ją, jak opanuje sztukę układania puzzli. Ania dostała książkę do ręki niedawno. Z puzzlami radzi sobie świetnie, układa sama nawet 30 elementów. No i przypomniałam sobie o tej układance. Obrazki na puzzlach wydały mi się dość trudne – dużo białych pól, dodatkowo spore prawdopodobieństwo przemieszania części pomiędzy poszczególnymi obrazkami. Realistyczna grafika, pełna cieni – są to fotografie, a nie dziecięce grafiki. Ania mnie zaskoczyła – te puzzle to dla niej pikuś. Ich wadą jest miękka, nietrwała tektura. Wystarczy, że Ania mocniej naciśnie, próbując dopasować elementy, a puzzel już jest złamany i później odstaje od strony. I teraz tak – skoro są to puzzle proste, dziewięcioelementowe, czyli służące za jedne z pierwszych puzzli, to tym bardziej szkoda, że są tak miękkie. Dochodzi do tego malowanka pod spodem. Ania, wielbicielka kredek i czystej kartki, zamazuje kółkami wszystko, co ma w zasięgu ręki, mówiąc: „kółka, kółka, brum, brum”. Kontur psa już oberwał ;-).
Jaki jest zatem problem z książką? Obrazki są dla roczniaka, puzzle dla dwulatka (dokładniej dla dziecka powyżej 20.miesięcy, przynajmniej u nas), a malowanka chyba dla małego przedszkolaka, który rozumie, co ma zrobić z konturem. Wszystko super, tylko że zanim dwulatek nacieszy się puzzlami, to roczniak je zje lub przynajmniej rozmoczy (bo są miękkie). Zanim przedszkolak pomaluje obrazki, to dwulatek zamaże. Jakie rozwiązanie? Dać tę książkę nie roczniakowi, ale dopiero trzylatkowi? To też nie jest dobre rozwiązanie, bo dla takiego dużego dziecka puzzle nie będą stanowiły wyzwania. 

Rosnę i poznaję z puzzlami: Zwierzęta, wyd. Zielona Sowa

piątek, 10 listopada 2017

"Supernaklejki: Zwierzęta świata, Świat przygód"

Rozbudowana seria książek, przy której dziecko ma naprawdę dużo zabawy. My posiadamy dwie spośród nich - Zwierzęta świata oraz Świat przygód, które sprawdzą się także przy starszym dziecku, ponieważ posiadają znaczne walory edukacyjne. Książki są duże i wielokrotnego użytku. Proste i ładne, a papier śliski, dość gruby i wytrzymały. Książka nie rozpada się po godzinnej zabawie, a i takie bywają (np. Jupi!). Naklejki są wyraźne i dobrze odcinają się od tła. Ania, podczas zabawy z tymi książkami, nauczyła się naklejać konkretny kształt na wyznaczony kontur. Naklejek jest jednak dużo więcej niż konturów i dziecko może poddać się szaleństwu naklejania drobiazgów lub siedmiu niedźwiedzi brunatnych stojących w szeregu obok siebie. 
O ile pierwsza z nich opiera się na naklejaniu zwierząt w odpowiednim dla nich środowisku, o tyle druga obfituje w zabytki, naturalne otoczenie dzikich zwierząt oraz gwiazdozbiory - jest to prawdziwa kopalnia rozrywki połączonej z nauką. Te poważne, przedstawieniowe naklejki, przeznaczone są dla starszaka zainteresowanego geografią lub zoologią, książki jednak usatysfakcjonują także malucha w naklejkowym szale. To do niego skierowana jest większość spośród 500 naklejek, na jaką składają się rybki, drzewka, kilkadziesiąt krzaczków, listków, glonów czy śladów łap.
Naklejki w większości udaje się ponownie odkleić, choć czasem jakiś wikłacz o zbyt długim ogonie ponosi straty, jeśli Ania nie chce poczekać na moją pomoc.


Supernaklejki: Zwierzęta świata, Świat przygód, wyd. Olesiejuk,

czwartek, 9 listopada 2017

„Ubierz misie” – książki z naklejkami


Szał naklejkowy w pełni. Seria Ubierz misie stała się drugim jego punktem, po Wielkich poszukiwaniach dla maluszków. Punktem krótkotrwałym, acz intensywnym. Pomysł świetny – na każdej rozkładówce znajdują się cztery misie w bieliźnie. Zadaniem dziecka jest ich ubranie stosownie do sytuacji, przy wykorzystaniu naklejek ze środka książki. Całość bardzo sympatyczna. Każdy miś jest zaprezentowany wraz z cechami charakteru i wskazaniem ulubionego koloru. Wiadomo więc, kogo ubrać na żółto, a kogo na zielono.
Przy tych książkach Ania spostrzegła, że w naklejaniu nie chodzi o samo naklejanie, ale także o sposób umieszczenia konkretnego elementu na kartce. Nauczyła się dość szybko naklejać buty i czapki. Większe elementy były zbyt trudne. Zanim udało jej się dopasować kąt, naklejka już złapała papier, a odklejenie jej bez większych strat jest możliwe w tych książkach tylko przez moment. Na szczęście wydawca przewidział sporą pulę naklejek, które można nakleić gdziekolwiek.
Książki, po wypełnieniu naklejkami, mimo że nie są jeszcze zdezelowane, poszły w kąt. Dlaczego? Ani trudno było znaleźć na obrazku, co jest naklejką, a co nie i zrezygnowała z dalszej zabawy. Naklejki wtapiają się w tło. Do ich naklejenia potrzeba sporej uwagi, żeby to zrobić równo. Dlatego dobrze sprawdzą się przy starszym niż dwuletnie dziecku. Poza tym próby odklejenia naklejki kończą się różnie. Najczęściej podarciem naklejki, ewentualnie pozostawieniem białego śladu na kartce książki. Sam pomysł super, tylko chyba Ania za wcześnie dostała te książki.

Ubierz misie: Wakacje, Przedszkole, Zakupy, wyd. Olesiejuk

wtorek, 24 października 2017

Książka z naklejkami – „Wielkie poszukiwania dla maluszków”


Chyba każdy to przerabia jeszcze przed drugimi urodzinami dziecka. Naklejki. Zawsze i wszędzie. W każdych ilościach. Jak wybrać książkę, która zadowoli malucha? O tym w poniższym oraz w następnych wpisach.
Pierwsza Anusiowa książka z naklejkami była kupiona przez przypadek. To znaczy nie dla naklejek, tylko dla zadania poszukiwania elementów na obrazkach. Bardzo prosta grafika i wiele elementów zwróciły uwagę mojej mamy, od której Ania dostała tę książkę. Szybko jednak okazało się, że to naklejki są w niej najważniejsze 😉
Książka okazała się pod tym względem strzałem w dziesiątkę. Dlatego też nie przyszło mi wtedy na myśl, że nie każda książka z naklejkami jest dobrym wyborem. Te refleksje, przez które wzrosła ranga Wielkich poszukiwań dla maluszków, pojawiły się dopiero w zetknięciu z innymi naklejkowymi szaleństwami.
Po pierwsze i najważniejsze: naklejki są naprawdę wielokrotnego użytku. Kto ma w domu dwuletnie dziecko, doskonale zna problem – nakleiłam i chcę odkleić. Bo jednak będzie w innym miejscu, bo jest krzywo, bo lubię naklejać tę piłkę i będę ją naklejać kilkadziesiąt razy, aż w końcu przestanie się kleić i wtedy będzie „fe” i „do kok” (do kosza). Więcej – Ania daje sobie radę sama odkleić naklejki, zatem czynne towarzyszenie rodzica nie jest potrzebne. 
Kolejny plus, związany z pierwszym – śliski papier, z którego zrobiona jest książka. To najważniejszy naklejkowy czynnik – od zwykłego papieru nie da się odkleić nawet bardzo dobrej naklejki (choć te z tej książki udaje się odkleić, o ile zrobi się to w chwilę po naklejeniu).
Starsze dziecko nie będzie zadowolone z tej książki. Obrazki są płaskie i schematyczne, a naklejki wyposażone w białe tła, które uniemożliwiają stworzenie na pozostawionych przez wydawcę stronach wiarygodnego obrazka. Jednak, co okazało się przy kolejnej książce z naklejkami (Ubierz misie), jest to jednocześnie zaleta z punktu widzenia malucha, który wie, gdzie jest naklejka, a gdzie obrazek i nie irytuje się, próbując odkleić to, co okazuje się obrazkiem.
Wadą większości książek tego typu jest ich nietrwałość. Strony szybko wypadają, rozkładówki z naklejkami, odklejane samodzielnie przez malucha, kleją się same do siebie i całość wygląda nieciekawie. Jednak należy liczyć się z tym, że taka książka jest w pewnym momencie do wyrzucenia, choć w naszym przypadku Ania wciąż sięga po mocno uszkodzoną książkę. Wszystkie naklejki zostały już użyte, ale nic nie przeszkadza w tym, żeby zmienić miejsce, gdzie coś zostało naklejone. W tej książce udaje się to nawet po kilku dniach, w przeciwieństwie do wielu nawet „śliskich” książek, z których można coś odkleić tylko w przeciągu kilku minut po przyklejeniu. Później klej się utrwala i po odklejeniu zostają ślady zdartej farby. W tej książce tego problemu nie ma.
Jeszcze jeden plus z punktu widzenia rodzica - zwierzęta, które stanowią większość naklejek, można przykleić gdziekolwiek i rodzica nie razi brak logiki. Zwłaszcza takiego rodzica, który chciałby, żeby wszystko było dokładnie tak, jak zaplanował wydawca. Nie jest już to takie oczywiste przy innych książkach (choćby we wspomnianej serii Ubierz misie), które właśnie uczą precyzji i logicznego myślenia, a przyklejenie gdziekolwiek może razić.
Z tego co wiem, książka jest aktualnie trudno dostępna. Łatwiej osiągalne są książki tego samego wydawcy – W mieście i Zwierzęta. Jednak mają one już tylko jedną stronę naklejek i jedną rozkładówkę do uzupełnienia. Książka, którą mamy, ma 3 rozkładówki i miała (chyba) sześć stron z naklejkami. Wszystkie można kupić w cenie ok. 10zł, ale to opisana przeze mnie opłaca się najbardziej ze względu na ilość naklejek.
Poniższe zdjęcie pokazuje fatalny stan książki, ale policzcie jej to za zaletę - dziecko się nią nie nudzi i naprawdę zużywa do końca. Strony się rozpadają, a Ania wciąż nakleja...


Wielkie poszukiwania dla maluszków, wyd. Olesiejuk

sobota, 7 października 2017

W sieci kłamstw – Alice Feeney, „Czasami kłamię”


Thriller Alice Feeney opiera się jednocześnie na kilku wątkach: męskiej obsesji, niewypowiedzianej agresji między siostrami oraz dramatu z przeszłości. Dodaje do tego agresję wobec głównego bohatera, który nie może się bronić. Łączy więc popularne motywy, które stać się mogą przepisem na thriller idealny. Czy jednak się stały, to już inna sprawa.
Powieści nie można zarzucić braku napięcia i dobrego pomysłu. Ponadto, co ważne w tego typu literaturze „dla wszystkich”, książkę łatwo się czyta. To taka lektura na jeden weekend, która pomoże w wyłączeniu się z bieżących spraw, ale nie zaprzątnie głowy na zbyt długo. Książka w gruncie rzeczy poprawna i niewymagająca.
Inni chwalą rysy nakreślonych osobowości. Dla mnie najbardziej realna jest Claire. Postacie Paula oraz głównej (obok Claire) bohaterki Amber są zbyt płaskie jak na thriller. W przypadku Amber sytuacja nieco poprawia się pod koniec książki, kiedy Amber pokazuje, że jest dokładnie taka sama jak jej siostra. Paulowi po prostu brakuje tego „czegoś”. Lepiej już wypada od niego Edward, do którego czytelnik (czytelniczka, bo, nie oszukujmy się, to książka kobieca) czuje obrzydzenie. Emocja jest jasna i sprecyzowana, a rys charakterologiczny mężczyzny – silny.
Niezaprzeczalny plus dla autorki należy się za rzetelne pomieszanie wątków (nie napiszę, że doskonałe, ponieważ według mnie było ono dość szkolne, po prostu poprawne). Jak na thriller przystało, wszystko świetnie do siebie pasuje, ale pozostaje jeden narracyjny zadzior, jakże trafiony, związany z wykradzioną przed laty bransoletką, która wraca do swojej pierwotnej właścicielki. Poza tym trójstronna narracja – jedna bieżąca i dwie retrospektywne. Dla równowagi wypadałoby dodać jeszcze jedną bieżącą – narrację Claire. Nie do końca wiem, dlaczego autorka nie zdecydowała się na dołączenie jej współczesnego głosu.
Powieść Czasami kłamię jest bez wątpienia przede wszystkim oparta na intrydze rodzinnej, choć nie bez znaczenia jest też występujący w książce Edward jako sprawca wszelkiego zła (jako taki jest oczywiście przedstawiony do czasu pojawienia się innych czynników). To on w oczach policji ma stać za wypadkiem Amber. Inna rzecz, że ten wypadek rzeczywiście był mu na rękę.
Kobiecy thriller, jakkolwiek dziwnie to brzmi, z jednej strony poprawnie realizuje podstawowy gatunek (sprawcy wszelkiego nieszczęścia zostają ukarani, ale i główny bohater ma swoje za skórą i nie jest tak czysty, na jakiego wygląda, a poza tym wilk czai się w owczej skórze i na pewno nie tam, dokąd prowadzą pozory), z drugiej ogranicza odbiorców do dość nietypowej grupy. Opis wydawcy na okładce wskazuje na elementy romansowe, które praktycznie nie występują, choć początkowo główna bohaterka próbuje nakierować na nie uwagę czytelnika. Czytelniczki liczące na odpoczynek przy romansie, będą nieusatyfakcjonowane, ale książka spodoba się wielbicielkom intryg.

recenzja przedpremierowa



Za książkę dziękuję wydawnictwu


Alice Feeney, Czasami kłamię, W.A.B, 2017