poniedziałek, 28 września 2015

Przesadzona ckliwość i tchórzliwy wybór, czyli „Samotność w Sieci” J. L. Wiśniewskiego

Kilka lat temu dosyć gwałtownie i emocjonalnie przeżyłam spotkanie z tą powieścią. Była dla mnie przypomnieniem, że literatura może pobudzać w człowieku pewne delikatne struny. Sięgnięcie po tę samą pozycję teraz, gdy jestem jakieś 7 lat starsza i znajduję się w zupełnie innej sytuacji życiowej, okazało się ciekawym doświadczeniem.
Przede wszystkim przeładowany cierpieniem – tak można podsumować ten wyciskacz łez. Wszystkie straszne przeżycia spadają na wrażliwego Jakuba, i jeszcze do tego zostanie wykorzystany i porzucony przez bezimienną bohaterkę Wiśniewskiego. O ile Jakub, dzięki temu, że otrzymał imię i przeszłość, jest postacią realną, o tyle Ona jest dosyć papierowa. To zabieg celowy. Odbiorca miał się przywiązać do Jakuba i jemu współczuć trudnego położenia. Ona stała się tylko samolubnym katalizatorem. Trudno przywiązać się do bezimiennej postaci kobiety, o której wiadomo niewiele ponad to, że zdradza z Jakubem swojego męża.
Kiedy książka się ukazała, otaczała ją aura nowoczesności (zdrada przez Internet, bez fizycznego kontaktu) i perwersji. Po kilku latach większość osób oswoiła się z myślą, że przyspieszenie technologiczne sprzyja dużo bardziej skomplikowanym relacjom międzyludzkim niż były one możliwe przed upowszechnieniem Internetu. Nagle zaistniało nie tylko wiele możliwości poznawania ludzi i zdobywania informacji, ale także pojawiło się narzędzie zdrady. Co do tej perwersji, to trudno było mi odnaleźć jakieś mocne sygnały tego zjawiska. Opisy kontaktów seksualnych są raczej eufemistyczne, a całowanie nadgarstków i palców u stóp jest może erotyczne, ale na pewno nie perwersyjne.
Za dużo u Wiśniewskiego jest gry na emocjach. Nie udało mu się uniknąć efektu wyparcia u czytelnika zbyt dużej ilości negatywnych informacji. Jeśli coś jest za smutne, zbyt dołujące, to odbiorca buduje barierę między swoim światem a rzeczywistością bohaterów powieści. Poza tym, o ile Jakub jest takim wrażliwcem, to trzeba go podziwiać, że dopiero klęska jego związku z bezimienną bohaterką doprowadziła go do samobójstwa. Wcześniej było tyle powodów, które mogły go skłonić do tego kroku. Co natomiast zrobić z samolubną bezimienną? Jej zachowanie jest irytujące. Wymaga pełnego zaangażowania od innych, ale sama wycofuje się, gdy trzeba ponieść konsekwencje swoich decyzji. Wybiera rozwiązanie, które nie zburzy jej świata i nic ją nie obchodzi świat Jakuba. Okazuje się, że nie brała na poważnie rozpadu swojego małżeństwa, a skoro tak, nie powinna w ogóle zaczynać znajomości z Jakubem, która bardzo szybko zyskała sporą dozę erotyzmu.
Książki Wiśniewskiego nieźle się czyta, choć autor ma chyba tendencję do budowania smutnych fabuł (pamiętam, że podobny problem – smutnej fabuły – wystąpił w Losie powtórzonym) i dodawania do nich szczypty erotyki, która jeszcze kilka lat temu mogła uchodzić za muskającą temat perwersji. Wrócę pewnie kiedyś do powieści Bikini, książki, która wydała mi się odmienna od tych monotematycznych smutnych fabuł, choć trudno uznać, by była to książka mówiąca o szczęściu.
Co lubię u Wiśniewskiego? Swobodnie opisywane wątki z historii nauki, a także wszystkie informacje popularnonaukowe, które można wyciągnąć z pisaniny autora, będącego przecież doktorem nauk ścisłych. Chyba należy go podziwiać za to, że potrafi dopasować styl wypowiedzi do odbiorcy, który z tą wypowiedzią się zetknie. Trudno doszukać się w Samotności w Sieci języka nauki, który jest przecież praktycznie naturalny w środowisku akademickim. To duża zaleta książek Wiśniewskiego, bo nie każdy potrafi tak sterować swoim stylem.

Janusz L. Wiśniewski, Samotność w Sieci, Prószyński i S-ka, Warszawa 2001

sobota, 19 września 2015

Kwintesencja Olgi Tokarczuk – „Szafa”

Gdyby ktoś mnie zapytał, ktoś niezdecydowany, nieprzekonany czy nieznający Olgi Tokarczuk, co poleciłabym tej autorki do przeczytania, żeby poznać jej styl, wskazałabym właśnie Szafę. Ten krótki zbiór opowiadań, na który składają się trzy utwory: tytułowa Szafa, Numery oraz Deus ex, rozbudzi apetyt na więcej u osoby, której pasuje ten styl, łącznie z wszechobecnym oniryzmem oraz własnym życiem przedmiotów, a jednocześnie nie znudzi tego, komu Olga Tokarczuk po prostu nie leży.
Niesamowite opisy zwyczajnej rzeczywistości, mityczność i baśniowość w codzienności – Szafa daje przedsmak tego, co w pełni rozwinięte w Domu dziennym, domu nocnym czy Prawieku i innych czasach. Tokarczuk potrafi w taki sposób przytaczać światy, jakby stwarzała przestrzeń od podstaw, na zupełnie innych zasadach, obcych wszystkim, którzy przyzwyczaili się do rzeczywistości takiej, jaka jest. Takie nowatorskie podejście widać w każdej z trzech miniatur literackich. W pierwszej z nich bohaterem staje się stara szafa. Pochłania ludzkich bohaterów, wciąga tak, jak najlepsza powieść zauroczonego czytelnika. Sprawia, że znika otoczenie. Tokarczuk łączy niepokój, magię, a nawet zahacza o psychozę, budując ten literacki drobiazg. Motyw z dziecięcych snów, obawa przed tym, co skrywa stara szafa, zostaje tutaj potraktowany szerzej – jako tęsknota dorosłych za oderwaniem się od świata zewnętrznego. Tęsknota za poddaniem się wstydliwemu impulsowi ucieczki. Może dziwne, ale poruszające głęboko tkwiące w odbiorcy struny, taki ponadczasowy zew zerwania ze społeczeństwem.
Kolejne opowiadanie – Numery – to cicha obserwacja życia hotelu przez opisy pustych pokojów. Pokojów, w których lokatorzy pozostawiają lub nie – ślady. Pracująca pokojówka delektuje się ciszą, niezależnością i pierwotną potrzebą podglądania innych. Sama pozostaje przy tym niezauważona. Odkurza, zmienia pościel, sprząta w łazience. Widzi zwyczaje i dziwactwa hotelowych gości, ich rozbrajającą intymność. Osobiste rzeczy, wobec których jest obojętna, dają jej satysfakcję pozostawania ponad materialność otoczenia. Znów, podobnie jak w Szafie, przedmioty zyskują swoje życie. I są ważniejsze niż korzystający z nich ludzie.
Ostatnie z opowiadań pokazuje próby zbudowania świata na nowo. Kosmogonia w grze komputerowej, która, mimo wszelkich starań twórcy, nie może wyjść poza to, co znane w rzeczywistym świecie, jest dojmująco smutna. Różne konfiguracje wciąż sprowadzają się do tego samego – do katastrofy, której nie można uniknąć. Do rozpadu świata, który dzieje się na oczach czytelnika.
Sześćdziesiąt stron Szafy to smakowity literacki kąsek dla tych, którzy lubią postmodernistyczne dziwactwa. Aura tajemniczości i opowieść snująca się jak sen nasuwa skojarzenia z prozą poetycką Schulza, będąc jednocześnie zjawiskiem odrębnym, całkowicie swoistym dla Olgi Tokarczuk.

Olga Tokarczuk, Szafa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005

wtorek, 15 września 2015

Uwikłani w przeszłość - „Bambino” Ingi Iwasiów

Jako przedstawicielka pokolenia, które nie pamięta PRL-u, nie będę się rozwodzić nad tym, czy świat przedstawiony przez Ingę Iwasiów w Bambino jest realny i skrupulatnie nakreślony. Skoncentruję się na uwikłaniu w Historię, podobnym, ale bardziej znośnym dla czytelnika, niż ma to miejsce w Szumie i Włoskich szpilkach Magdaleny Tulli.
Ingę Iwasiów poznałam przy okazji Umarł mi. Notatnika żałoby. Spotkanie zaliczyłam do udanych, stąd drążenie tematu, które zaowocowało sięgnięciem po najbardziej chyba rozpoznawalną książkę autorki. Przyznać muszę, że początek powieści – prezentacja bohaterów, gdy nie widać jeszcze łączących ich (szczecińskich) nitek, jest dosyć żmudny. Jednak warto przetrwać tę część dla przyjemności obcowania z naprawdę dobrą współczesną literaturą, jaką w dalszej części zaproponowała Iwasiów, jakby nie patrzeć, literaturoznawca. Podkreślam, że to literatura współczesna (mam na myśli postmodernistyczna), ponieważ nie znajdzie się tam typowej konstrukcji akcji, z jej zawiązaniem, kumulacją i rozwiązaniem. To obserwacja życia trzech kobiet – Anny, Uli oraz Marysi, które wywodzą się z różnych środowisk, a po wojnie poznały się w Szczecinie. Splatające się losy, próby ułożenia sobie życia, różnice pomiędzy tymi kobietami, które przecież dobrze się rozumieją i chcą sobie pomagać – są po prostu przyjemne w odbiorze. Z jednej strony Ula, a właściwie Ulrike, ukrywająca swoją niemieckość, prowadząca dosyć swobodne życie towarzyskie, która trafia na Stefana, byłego więźnia obozu w Oświęcimiu. Z drugiej – spokojna Anna, która chce założyć rodzinę i dosyć późno trafia na kandydata dla siebie. Takiego, który da jej radość macierzyństwa, ale dla którego rzadko będzie żoną. I Marysia, wspominająca z lękiem swoje dzieciństwo na Kresach, która związała się z Jankiem, prostym chłopakiem, robiącym karierę w urzędach powojennego systemu. Losy tych osób wiąże bar Bambino, miejsce pracy Uli i Anny, a także pierwszego spotkania Marysi i Janka. Akcja urywa się tuż przed zawirowaniami lat 80., czym autorka uniknęła wikłania bohaterów w kolejną historię. Dla tej powieści zdecydowanie wystarczyła trauma i doświadczenia wojny, nowego porządku, a przede wszystkim nawet – nowych granic Polski.

Inga Iwasiów, Bambino, Świat Książki, Warszawa 2008

Opinio-analiza książki bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka - wrzesień: optymistycznie 

środa, 9 września 2015

Jak to ze słowem blog bywa...

Drodzy moi,
zapraszam wszystkich, którzy blogują, nie tylko literacko, do udziału w anonimowej ankiecie, z której wnioski zamierzam wykorzystać w artykule dotyczącym rozbieżności pomiędzy słownikami, normą użytkową i uzusem.
Wypełnioną ankietę podeślijcie na mój adres e-mailowy: maggda.misztela@gmail.com, na wiadomości czekam do 20 września!

Jaka forma wydaje Ci się bardziej oczywista, naturalna i przejrzysta w użyciu? Zaznacz wybraną przez siebie odpowiedź za pomocą narzędzia bold lub wpisaniem obok niej znaku x. Możesz także wyjaśnić, z jakiego powodu użył(a)byś tej, a nie innej formy.

A. Prowadzę blog.
Prowadzę bloga.

B. Archiwum blogu.
Archiwum bloga.

C. Nie posiadam blogu.
Nie posiadam bloga.

D. Poświęcam dużo czasu mojemu blogowi.
Poświęcam dużo czasu mojemu blogu.

Proszę odpowiedzieć na pytania:
Czy odmiana słowa blog sprawia Ci trudność? 

Czy kiedykolwiek sprawdzałaś/eś w słowniku, jak należy odmieniać to słowo?


Serdecznie dziękuję za każdą odesłaną ankietę!
Magda

sobota, 5 września 2015

Na tropie powieści - „Jeśli zimową nocą podróżny”

Czytałam już trochę pozycji, które są eksperymentem literackim. Była Gra w klasy Cortazara, była proza ponowoczesna: Jelinek, Müller, Wharton, z autorów polskich: Masłowska, Tokarczuk (Dom dzienny, dom nocny) czy Szostak.
Sięgając po książkę Italo Calvino Jeśli zimową nocą podróżny,  nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Brak wstępnej wiedzy pozwolił mi skorzystać z efektu zaskoczenia, jaki z pewnością autor zaplanował dla swojego czytelnika.
Niezwykła konstrukcja książki – narracja drugoosobowa, skierowana do odbiorcy ("idziesz, czytelniku, do księgarni..."), nietypowa, praktycznie niemożliwa z literaturoznawczego punktu widzenia; oprócz tego jej dwustopniowość – czytelnik realny obserwuje zmagania z książkami czytelnika-bohatera – sprawia, że powieść Calvino jest niezwykle smaczna dla poszukiwacza takich literackich dziwactw.
Zaczyna się ciekawie, ale jeszcze nic nie zapowiada lekkiej irytacji połączonej z rosnącym zainteresowaniem czytelnika. Z punktu widzenia osoby, która sięga po książkę Italo Calvino, wygląda to tak: autor zwraca się do swojego czytelnika i doradza mu, że powinien wybrać na czytanie książki, którą trzyma w ręku, odpowiedni czas i miejsce. Czytać samotnie, w cichym pomieszczeniu, wyłączyć się z zewnętrznym bodźców, o akcie czytania powiadomić domowników. Już sam ten zabieg wydał mi się ciekawy, a takim ustaleniem komunikacji: autor zwraca się do swojego odbiorcy, wyjaśniłam sobie zwroty w 2. osobie liczby pojedynczej. Szybko jednak okazuje się, że były to rady skierowane do czytelnika, który jest częścią książki, do bohatera, który czyta.
Ten należący do utworu czytelnik kupuje książkę pt. Jeśli zimową nocą podróżny i zaczyna ją czytać. Odbiorca utworu myśli, że od tej pory wszystko już będzie w porządku, że będzie to zwykła powieść pod tym, tożsamym z realną okładką, tytułem. Nic bardziej mylnego. Rozkręcająca się akcja nagle zostaje zerwana, a to z powodu kilkakrotnie zszytych tych samych arkuszy wydawniczych. Zirytowany czytelnik idzie do księgarni złożyć reklamacje, tam dowiaduje się, że książka, którą zaczął czytać została błędnie wydana pod nazwiskiem Calvino. Czytelnik nabywa pozycję, o której myśli, że pozwoli mu cieszyć się treścią z poprzedniego tomu. Jednak książka, którą ma w ręce, nie ma nic wspólnego z czytaną poprzednio. Sytuacja się powtarza: każda z książek zaciekawia czytelnika na tyle, że chce odnaleźć właściwie wydany egzemplarz. Realny odbiorca obserwuje zmagania odbiorcy książkowego, razem z nim czyta wszystkie dziesięć początków urwanych powieści. Razem z nim trafia na uniwersytet, w poszukiwaniu właściwego tłumaczenia jednej z książek. I do wydawnictwa, gdzie wszystko najprawdopodobniej miało swój początek. Śledzi pisarzy, czytelników i fałszerza-tłumacza. Jest zdesperowany, zirytowany i pobudzony. Jako wytrawny odbiorca literatury nie może się pogodzić z bałaganem, jaki zapanował. Chce otrzymać powieść w pełnej i skończonej formie, taką, do jakiej jest przyzwyczajony.
Czytelnik realny, który spotkał się już na przykład z powieścią szkatułkową, cały czas oczekuje wyjaśnienia, które zamknęłoby rozpoczęte i porzucone utwory. Jest zirytowany ciągłym tworzeniem i porzucaniem światów przedstawionych. Jest to doświadczenie niespójne z dotychczasowym kontaktem z literaturą. Ciekawe, choć nieco psujące przyjemność lektury.

Italo Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny, tłum. Anna Wasilewska, W.A.B, Warszawa 2012