piątek, 20 listopada 2015

Drugie zapiski Umberta Eco

Dosyć dawno już przeczytałam Zapiski na pudełku od zapałek Umberta Eco, a kilka dni temu sięgnęłam po kontynuację – Drugie zapiski… O ile pierwszy zbiór był dla mnie wielokrotnie śmieszny, a dotyczył spraw ogólnych, o tyle młodsze zestawienie felietonów tego autora ma zdecydowanie większy ładunek polityczny i światopoglądowy. Lektura była przyjemna (bo taka jest zazwyczaj lektura felietonów, o ile autor ma coś do powiedzenia), ale już nie śmieszna.
Felietony, które znalazły się w tym zbiorze, to wybór tekstów z lat 1991-1993, zamieszczonych w „L’Espresso” i chronologicznie ułożonych. Mimo że mają więcej niż 20 lat, problemy poruszone w nich zaskakują aktualnością. Otóż znaleźć można w tej książeczce rozważania autora o napływie uchodźców i potrzebach stworzenia wielorasowych szkół, o rosnącym zapotrzebowaniu na tłumaczy dotychczas niepopularnych języków (Eco pokazuje ten problem na przykładzie potrzeby wykonywania tłumaczeń np. na język litewski czy ukraiński, która nie istniała przed rozpadem ZSRR), o problemach ekologicznych i debacie nad pracą w niedzielę i święta czy o karze śmierci. Tematy te przewijają się obok ciekawostek erudycyjnych, które uznać można za „bardzo w stylu Eco”. Poczytać można o katalogach antykwarycznych (w tym o starodrukach dotyczących bezsensownych lub co najmniej błahych spraw) czy o tym, że starożytni wcale nie twierdzili, że Ziemia jest płaska, nie twierdził tego również Kościół.
Zbiór Eco jest drobiazgiem na półce, ale naprawdę wartym przeczytania drobiazgiem. Nawet jeśli odbiorca nie zgadza się z poglądami autora, warto potraktować te felietony jako przyczynek do sformułowania własnych argumentów.

Umberto Eco, Drugie zapiski na pudełku od zapałek, tłum. Adam Szymanowski, Wydawnictwo Historia i sztuka, Poznań 1994.

czwartek, 12 listopada 2015

Ostatnie listy, wspomnienia, rozmowy. „Ostatnie rozdanie” W. Myśliwskiego

Ostatnie rozdanie to książka refleksyjna, która snuje się powoli, wciąga niepostrzeżenie i tak samo się urywa. Pozostawia zmęczenie i niedosyt jednocześnie. Długo nabiera tempa po to, by zaskoczyć czytelnika pojawiającymi się na scenie powieści osobami i ich losami. A tych Myśliwski zawarł sporo, bo też i punktem wyjścia, a także głównym odniesieniem fabularnym powieści, jest dręcząca narratora niemożność zrobienia porządku z notesem, w którym od młodości zapisywał adresy i numery telefonów.
Maria i pewien mały chłopiec. Te dwie osoby, z których jedna w większej, a druga w mniejszej, ale trudnej do pominięcia, mierze, wywarły wpływ na ostateczny kształt oraz wydźwięk tej książki. Intrygujące odbiorcę i budzące jego niepokój listy od Marii, narrator traktuje jako oczywisty element swojego życia. I nigdy nie odpisuje. Maria po prostu jest, Maria kocha, Maria ma złamane życie, ale to ukrywa – samotny bohater nie widzi podstaw ku temu, by zmienić układ, który życie zawarło pomiędzy nimi z jego inicjatywy.
Książka nie ma linearnej fabuły. Opiera się na retrospektywie wywołanej przeglądaniem notesu z adresami i numerami telefonów. Danymi nieaktualnymi, bo wielu z tych ludzi nie żyje, a i numery telefonów zyskały kolejne cyfry. Próby przypomnienia sobie, kim są zapisane w notesie osoby, wywołują ciągi skojarzeniowe, które, wcześniej czy później, prowadzą myśli narratora do kolejnego listu od Marii. Przedsiębiorca, samotny z wyboru, którym jest bohater w momencie porządkowania notesu, to człowiek, który długo szukał swojej drogi w życiu. Rozstawał się z kolejnymi pomysłami – studiami, malarstwem, krawiectwem, wracał, wyjeżdżał, odnawiał i kończył znajomości, nigdzie i u nikogo nie zagrzewając dłużej miejsca.
Tytuł powieści nawiązuje do cyklicznie powracającego motywu gry w karty z szewcem z rodzinnej miejscowości. Spotkania u Matei miały dla narratora szczególne znaczenie, były czymś trwałym, jedynym niezmiennym w czasie. Zawsze i praktycznie od zawsze mógł przyjść i znalazł w osobie szewca kompana do kart. Jednak tytuł Ostatnie rozdanie dotyczy nie tylko tego najprostszego odniesienia (a)fabularnego. To przede wszystkim ocena własnego życia i nieco spóźnione wnioski. Ostatni, jedenasty, celowo niedokończony rozdział, w którym narrator czyta list Marii, wysłany już z zaświatów, jest ostatnim przetasowaniem porządku, o który walczył w swoim życiu główny bohater. I który go zawiódł.

Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie, Znak, Kraków 2013