poniedziałek, 29 grudnia 2014

Drugie urodziny

Dziś mijają dwa lata od pierwszego wpisu na tym blogu, który dotyczył Sklepów cynamonowych Brunona Schulza. Od tego czasu sporo się pozmieniało, co mój blog odczuł dosyć mocno - miałam dla niego mniej czasu. Drugie urodziny łączę z podsumowaniem roku 2014. Nie był on szczególnie obfity czytelniczo, nad czym ubolewam. Podziwiam tych, którzy czytają więcej, jednak ścigać się nie zamierzam.

Podobnie jak rok temu, dzisiaj także podaję kilka najśmieszniejszych haseł wyszukiwawczych, po których Google kieruje zabłąkane dusze na mój blog:

- czy mężczyźni kochają pianistki
- czy pianistki lubią sukienki
- gdzie indziej jest lepiej
- co czytać po Inferno
- ritzer galeria handlowa

no i moje ulubione: "Simba i Nala". Myślę, że to ostatnie hasło kieruje wprost do ubiegłorocznego wpisu podsumowującego.

W minionym roku bytności w blogosferze zaliczyłam kilka przerw, w tym jedną miesięczną, przeczytałam 34 pozycje i ogarnęłam swoje życie osobiste. W listopadzie dopisałam się do wyzwań czytelniczych, które pomagają mi organizować kolejność czytania. Na razie jestem bardzo z siebie dumna, bo dzięki nim ruszyłam książki, z których przeczytaniem zwlekałam zbyt długo, należą do nich Grona gniewu Steinbecka.
W 2014 roku pierwszy raz w mojej blogowej karierze podjęłam współpracę z autorem w ramach promocji, z czego bardzo się cieszę. Chodzi o Homoseksokrację Mayevskiego. Największy czytelniczy sukces 2014 roku? Przeczytałam Krzyżaków. Jak bardzo ciążyło mi na duszy nastoletnie zarzucenie tej lektury wie tylko ten, kto sam coś takiego przeżył.

No i najważniejsze: Dziękuję Wam wszystkim, odwiedzającym i komentującym moje wpisy. 

Magda

niedziela, 28 grudnia 2014

Jak to Libera czerpał z Pilcha, czyli o „Spisie cudzołożnic” słów kilka

Wiecie już pewnie, że jestem fanką prozy Antoniego Libery. I wiecie też może, że to, czego czytam najwięcej, to polska współczesna literatura. Mnie samą zdziwiło, że choć o Jerzym Pilchu sporo się mówi, ja sama o nim słyszę często, a nawet widziałam ekranizację Pod mocnym Aniołem, to jakoś jego proza gdzieś mi umykała. Kilka dni temu nastąpiło pierwsze spotkanie, które na pewno na długo zapamiętam. Trafiłam na Spis cudzołożnic.
Nie o fabule chcę tu pisać, ale o sposobie, jaki obrał autor. Sposobie skądinąd mi znanym, bo iście Liberowskim. Rozbudowana składnia, narracyjny pęd i zdziwienie drobiazgami – takimi, które napisał Pilch, a z powodzeniem mogłyby wyjść spod pióra Antoniego Libery.
Spróbuję opisać, w czym rzecz na kilku przykładach.
„Czułem, iż ogarnia mnie jeden z owych nieumiarkowanych popędów stylistycznych nie do okiełznania. Tym razem brał mnie w posiadanie duch ekstatycznego monologu” (nie podaję lokalizacji cytatów, ponieważ czytałam wersję elektroniczną). Narrator Spisu cudzołożnic, podobnie jak narrator Madame, w podekscytowaniu zaczyna mówić o sobie w klasycznej, trzecioosobowej narracji, podczas gdy cała książka utrzymana jest w pierwszoosobowej, np. „Gustaw zatrzymał się na sekundę”. No i absolutny hit, rozpoznawalny dla wszystkich, którzy znają Madame. Pieśń Wodnika i Panny, wydumany poemat narratora powieści Libery, ma swoje zaczepienie w prozie Pilcha: „Emilka – w znaku Wodnika, ja, Gustaw, w znaku Panny”. Emilka, jedna z omawianych cudzołożnic, jest podobna do nauczycielki francuskiego także w innej sferze, obie znają niepohamowanie mowy swoich wielbicieli spod znaku Panny: „Emilka (…) wie, iż moją wielką słabością jest skłonność do nieumiarkowanej maniery stylistycznej”.
Groteskowy patos głównego bohatera, Gustawa zresztą, przywodzi na myśl pewną postać literacką o tym samym imieniu. Tamtego (choć już pod imieniem Konrad) też nosiło, by wygłaszać monologi. Ciekawostką jest to, że wyrodny brat Gustawa, niczym konkurent Adama Mickiewicza, ma na imię Juliusz.
Potwierdzeniem Mickiewiczowskiego stylu jest kolejny cytat, opierający się na słowach wprost zaczerpniętych z utworu Do M.: „Przychodzę – rzekłem – niecały, bom wszędzie po drodze cząstkę mej duszy zostawił! Jedna cząstka pozostała w tramwaju numer cztery i tam docieka, czy motorniczy jest komunistą, czy bojownikiem o wolność, i kogo właściwie  ściga, i czy robi to, by wydać w ręce nieprzyjaciół, czy by ochronić i ocalić. Druga cząstka została w restauracji «Europa» i tam upija się.” Bez trudu rozpoznać można nie tylko odniesienie do twórczości wieszcza, ale także groteskowe ośmieszenie koncepcji przez niego zaproponowanej. Niezbyt to chlubne dla duszy, że krąży po tramwaju i knajpie, a przecież Mickiewicz nie mówi, gdzie pozostawił cząstki duszy, a przecież bawić i śmiać się, o czym wspomina, mógł właśnie w jakichś oberżach. Odniesień do Mickiewicza jest więcej, np. „Ja, Gustaw, próbowałem się bronić, rozniecając w sobie aspiracje duchowe” – takie słowa mógł przecież wypowiedzieć Gustaw przez Wielką Improwizacją, przed przemianą w uzurpatora Konrada. I następne: „cisza porównywalna jedynie z ciszą Stepów Akermańskich. – Jedźmy jednak dalej! Kto jeszcze, kto jeszcze prócz Cichej Weroniki woła? Żona poety?” Ponadto romantyczna wizja poety odbiła swoje piętno na osobowości Gustawa, który mówi o sobie, że „pochodzi z Kresów, ze Śląska, z Lublina, z Krakowa, z Łodzi, z tysiąca miast i miliona wsi”, niczym poeta-Legion.
Inną zabawę formą można u Pilcha dostrzec w nietypowych jak na twórczość współczesną odniesieniach do klasyki. Jednym z nich jest występowanie stałego, homeryckiego epitetu – „Fatalny Aleksander” czy wymieniona wyżej „Cicha Weronika”. Innym – zabawy stylem biblijnym: „po 13 grudnia internowan, a potem uwolnion, lecz dalej prześladowan; i na wyżyny wyniesion w sposób demokratyczny.”
Analizując Spis cudzołożnic przez pryzmat twórczości Antoniego Libery, nie sposób nie wspomnieć o historii wyjazdu Gustawa nad Jezioro Bodeńskie. Ten wątek książki Pilcha stał się podstawą Liryków lozańskich Antoniego Libery, opublikowanych zarówno w zbiorze Błogosławieństwo Becketta, jak również w Pokazie prozy. Libera, który w swojej pierwszej powieści podjął grę z Pilchem, kontynuuje ją w tym opowiadaniu, pisząc wariację na temat historii wyjazdu pracownika naukowego na wymianę do Szwajcarii. 

Jerzy Pilch, Spis cudzołożnic, Tower Press, Gdańsk 2000

 Opinio-analiza książki bierze udział w wyzwaniu Z literą w tle - grudzień: J

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Kryzysowe „Grona gniewu” Johna Steinbecka

Wielka amerykańska powieść z akcją umiejscowioną w czasie Wielkiego Kryzysu. Czasem wydaje mi się, że to, co amerykańskie musi być wielkie i pompatyczne, a zwłaszcza muszą takie być powieści o amerykańskich momentach „przełomowych”. Mam tu oczywiście na myśli, oprócz Gron gniewu, także Przeminęło z wiatrem M. Mitchell. Wracam jednak do Johna Steinbecka.
Tytułowe grona gniewu to podskórna dla całej, dosyć obfitej, powieści (670 stron) zapowiedź buntu. Buntu wobec niskich płac, nieludzkich warunków życia, mechanizacji rolnictwa, a także wobec przymusu opuszczania rodzinnych stron. Naturalistyczna powieść, w której metodą pokazania narodowego problemu biedy stał się wręcz anatomiczny portret rodziny, która załadowała swój majątek i pojechała w nieznane, to także historia jej rozpadu. Umierają najstarsi, odchodzą najsłabsi psychicznie, poświęcają się najodważniejsi, płaczą najmłodsi.
W powieści jednak nie dochodzi do przelania się czary goryczy, grona gniewu wzrastają, a odejście Toma pod koniec powieści świadczy o kształtowaniu się tych, którzy będą reprezentować najbardziej pokrzywdzonych. Następujące po sobie niepowodzenia, dotykające rodzinę Joadów, mogą wywołać rezygnację. Dopóki jednak wywołują gorycz mężczyzn, dopóty kobiety i dzieci mogą czuć się bezpieczne. Jednak co się dzieje wtedy, gdy niepowodzenia wywołują gorycz, ale mężczyźni nie są w stanie zadbać o najbliższych?
Wtedy, jak pokazuje Steinbeck, hierarchia rodziny ulega zaburzeniu. Krok po kroku, a zarazem w pełnym zbliżeniu jak w soczewce optycznej, narrator mówi o przekształceniach. Droga, jaką rodzina przebyła od wyruszenia z Oklahomy aż do Kalifornii, to nie tylko sznur wijącej się 66 Route, ale także zmiana dominacji rodzinnej.
Mówienie nie wprost wydaje się sposobem traktowania przez Steinbecka wiodącego problemu. Tak ważne dla amerykańskiej gospodarki burze pyłowe są obecne w powieści jako przyczyna słabych zbiorów, jednak nie są szczególnie dobrze opisane. Podobnie czytelnik nie znajdzie w powieści informacji na temat kryzysu innych niż te, które bezpośrednio dotknęły rodzinę Joadów. Nie ma tu nic na temat spadku cen akcji, jednak są wiadomości dotyczące ustalanych z góry niskich zarobków oraz niskich cen owoców. Tak niskich, że nie opłaca się ich sprzedawać. Należy je nie tylko wyrzucać, ale także niszczyć, żeby nikt z żebraków nie wyłowił ich ze śmietnika.
Jeszcze słówko o dwutorowej narracji. Bezosobowe obrazki z życia są wprowadzane w osobnych partiach tekstu. Pojawia się w nich ton refleksyjny, momentami nawet historiozoficzny. Te krótkie rozdziały są przeciwieństwem (czy raczej zastopowaniem) opowieści drogi, którą jest historia amerykańskich rodzin rolniczych – dzierżawców, którzy zostali wysiedleni. Nadzieja, która im towarzyszy, wiedzie ich do Kalifornii, gdzie, zamiast pracy wśród drzew owocowych, dostają kolejne bicze od losu.
Zdziwiło mnie otwarte zakończenie powieści - czyżby kolejna cecha "wielkich powieści amerykańskich"?

Źródło: http://pl.wikipedia.org/


Znacie tę fotografię? Matka siedmiorga dzieci, sfotografowana przez Dorotę Lange, stała się ikoną kryzysu z lat 30. XX wieku. Zdjęcie to mogłoby równie dobrze ukazywać Matkę rodziny Joadów. Już po wyjściu z depresji gospodarczej utrwalona na zdjęciu kobieta miała pretensje do Lange, że ta rozpowszechniła jej wizerunek, przypisując jej charakter Matki Amerykanki, symbolu kryzysu. Trzeba jednak przyznać, że zdjęcie jest fenomenalne, a przy tym niesłychanie "gęste", jeśli chodzi o zawartą w nim treść.

John Steinbeck, Grona gniewu, tłum. Alfred Liebfeld, Prószyński Media, Warszawa 2012

 Opinio-analiza książki bierze udział w wyzwaniu Z literą w tle - grudzień: J

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Jak XXI-wieczny czytelnik czyta Balzaca?

Co znamy z cyklu Komedia ludzka Balzaca? Najczęściej jedynie poznanego w szkole średniej Ojca Goriot. Celem pisarza było pokazanie struktury XIX-wiecznego społeczeństwa francuskiego: jego różnorodności klasowej, zawodowej, jego biedaków, bogaczy i wszystkich, którzy są pośrodku. Ja trafiłam niedawno na Kuzyna Ponsa.
Książka jest niedługa (jak wszystkie inne z cyklu – miało być ich 137, powstało 91, więc ich długość jest dość przewidywalna) – i nie ukrywam – dość męcząca, zwłaszcza w pierwszej połowie. Strasznie zaburzone są proporcje wstępu i właściwej fabuły – w połowie książki (na stronie 118 z 223) znaleźć można długo oczekiwaną informację o przyspieszeniu akcji: „Tu zaczyna się dramat lub, jeśli wolicie, straszliwa komedia śmierci starego kawalera (…). Aktorami tej komedii, której służy poniekąd za prolog dotychczasowe opowiadanie, są zresztą wszystkie osoby już ukazane na scenie.” Od tego momentu jest dużo lepiej. Być może to moje wrażenie nudy spowodowane jest tym, że literatura przyzwyczaiła mnie już do opisu postaci poprzez wydarzenia, które zastępują opis wprost, typu: „Aby jednak dobrze pojąć owo serdeczne drżenie, którego nieborak był pastwą, trzeba naszkicować postać prezydentowej” (s. 26) – po tym wstępie czytelnik oddaje się z narastającą złością (kilku)stronicowemu statycznemu opisowi postaci.
Trzeba przyznać, że sama fabuła, bez szkolnego naciągania, jest niezła i zaskakująco współczesna. Dwoje starych kawalerów-muzyków mieszka razem. Jeden z nich, Pons, ma antykwaryczne zamiłowania. Śledzi z uwagą stoiska na targach staroci, licytacje komornicze i kupuje przedmioty, które, czasem od razu, a czasem po upływie kilkudziesięciu lat, tworzą realny majątek. Dziwactwa Ponsa i jego zaniedbana powierzchowność podtrzymują opinię ubogiego, zawadzającego krewnego, który nieproszony przychodzi na obiady do dalekiej rodziny i dawnych znajomych. Taka sytuacja trwa do czasu, kiedy starszy pan zaczyna chorować i na jaw wychodzi jego majątek. Wtedy okazuje się, jak wielu jest tych, którzy uważają się za bliskich Ponsa.
Oprócz rozwlekłości pierwszej połowy powieści, irytuje w niej także zapis wypowiedzi współlokatora Ponsa, Niemca Schmuckego. W tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego, efekt zniekształconego francuskiego akcentu miał zostać osiągnięty przez całkowite zastąpienie głosek dźwięcznych i bezdźwięcznych. Do czytania – masakra: „Dzo dopie, mój pietny bżyjadzielu?” (s. 70).

Wszystkie cytaty pochodzą z poniższego wydania:
Honore de Balzac, Kuzyn Pons, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2009

Książka dla ucznia

Zajrzałam dzisiaj do księgarni, żeby kupić książki dla trojga dzieci. Pierwszoklasista, trzecioklasistka i najstarsza, uczennica szóstej klasy, nie należą do zagorzałych czytelników książek. Poszłam do księgarni "tradycyjnej", w której wiedziałam, że pomoże mi kompetentny człowiek, ponieważ zdawałam sobie sprawę z trzech trudności. Pierwszą z nich jest fakt, że podstawówkę skończyłam paręnaście lat temu, a w pierwszej klasie byłam ho, ho...! Drugą - książki kupowałam w innej miejscowości, niż dzieci chodzą do szkoły, a trzecią - książki mają być dodatkiem do paczek, więc chciałam kupić coś niedrogiego.
Trochę się pozmieniało od tamtego czasu, niektóre tytuły wskazane przez księgarza były mi zupełnie obce, np. o kimś tam bez ogonka czy Czarna owieczka. Zdecydowałam się na Zaczarowaną zagrodę, którą pozwoliłam sobie już przeczytać z nostalgią, a dla dziewczynek - młodsza dostanie Akademię Pana Kleksa, a starsza Quo vadis. Wybrałam książki, które sama omawiałam, kiedy chodziłam do tej samej szkoły, co rzeczone dzieci. Być może szkoły w miejscu, gdzie teraz mieszkam, omawiają coś innego. Tego jeszcze nie wiem, choć pewnie przyjdzie czas, gdy się dowiem.
Zaskoczyło mnie piękne, kolorowe wydanie Akademii Pana Kleksa, zrobione przez Grega. Nie miałam pojęcia, że to wydawnictwo, znane z miniaturowego druku, robi coś tak ładnego. Księgarz pokazał mi też podobnie opracowany Sposób na Alcybiadesa. Mam wrażenie, że lepiej przeżyłabym czytanie tej książki, gdyby wyglądała  w ten sposób.

http://www.greg.pl/lektury/70,673_Akademia-Pana-Kleksa.html

http://www.greg.pl/lektury/70,673_Akademia-Pana-Kleksa.html
Gdzie można znaleźć księgarnię, którą tworzą ludzie chętni do pogadania? (Specjalnie napisałam tworzą, a nie pracują.) Po schodkach (nazwa sklepu internetowego), koło dworca (naturalne przyporządkowanie przestrzenne), jednak w Pabianicach mówi się na tę jedyną liczącą się księgarnię po prostu Mikołajewscy ;-).

sobota, 13 grudnia 2014

Fragmenty wyobraźni Joanny Szczepkowskiej

Pięć bardzo luźno z sobą połączonych fabularnie tekstów składa się na zbiór Fragmenty z życia lustra. Ich cechą wspólną jest pewna niewiarygodność, w której przenikają się eschatologia, oniryzm, parapsychologia, a nawet fantastyka. Choć mam świadomość, że to ostatnie określenie nie do końca pasuje do tekstów Szczepkowskiej, nie potrafię znaleźć trafniejszego na określenie porodu z głowy i ludzi, którzy wykluli się z bocianich jaj. Może to groteska? Jednak zdziwiłby się ten, kto szukałby w tym ironii.
Dlatego właśnie Fragmenty… uznaję za rzecz ciekawą, choć przy całym bagażu kulturowym, w nim zawartym, dosyć lekką. Ludzie, którzy są bohaterami tych miniatur, znaleźli się w przełomowym dla swojego życia momencie. Szok jest ich przeżyciem lub przeżyciem osób z ich otoczenia. Absolutnie genialny przykład reinkarnacji, przyprawiający o dreszcze i stawiający pytanie o nagłe przemiany osobowości po wybudzeniu ze  śpiączki. A może należałoby raczej traktować Podróż Katarzyny W. nie jako pytanie, a właśnie jako jasną odpowiedź? Bunt wobec rzeczywistości, jaki rodzi się w młodym psychiatrze, który trafia do szpitala na kompletnym odludziu też jest przykładem odwrócenia tego, co uznajemy za normalne. Bohater, który wydaje się w swoim otoczeniu jedyną postacią o zdrowych zmysłach (z punktu widzenia tzw. przeciętności), czuje się nieswojo, on, normalny, staje się tym, co świat nazywa odbiegającym od normy. Odwrócenie tych ról pokazuje nie tylko delikatność ludzkiej psychiki, ale także znaczenie konwencji społecznej.
W tych realistycznych miniaturach, które mają w sobie dużo z obyczajowości, występujący suspens jest tak duży, że czytelnik zaczyna czuć się oszukany. Pytania: o co chodzi? czy trzeba było aż tak odwracać fabułę? zadawałam sobie przy każdym z tych tekstów. Przewartościowanie, dziwne powroty, wykroczenie „poza granice rzeczywistości” (to cytat z noty wydawcy na ostatniej stronie okładki) stworzyły dziwną mieszankę. Przyczepię się przytoczonego powyżej cytatu. Zdziwił mnie on o tyle, że w tekstach tak mocno opartych na wewnętrznym życiu bohaterów, ja sama nie uznałabym za wyjście poza rzeczywistość tego, co mieści się w ramach rzeczywistości: literackiej, czytelniczej, psychicznej. Choć rozumiem, co autor miał na myśli. Pewnie ten krok ponad normalność (w znaczeniu konwencji, praw natury i obecnego stanu wiedzy o człowieku), która porządkuje i upraszcza rozumienie świata.
Przypomniała mi się w tej chwili lekcja wyciągnięta z książek J. Gaardera: dorosłość to utrata zdolności dziwienia się światem, a po drugie: dziecko dziwi się tak samo przedmiotom i zjawiskom zaakceptowanym społecznie jako normalne i tym, które są przez tę normalną rzeczywistość określone jako dziwne. Utwory Szczepkowskiej, składające się na Fragmenty… są właśnie wskazaniem tego, co dziwne, wykraczające poza rozumienie współczesnego, racjonalnego człowieka. Ta racjonalność i odrzucanie pierwiastka niezwykłości zabiera nam chyba sporo wrażeń.

Joanna Szczepkowska, Fragmenty z życia lustra, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004

Opinio-analiza książki bierze udział w wyzwaniu Z literą w tle - grudzień: J

poniedziałek, 1 grudnia 2014

(Nie) broń się pisarzu przed etykietą

Spotkanie z Olgą Tokarczuk w Łodzi we wtorek, 25 listopada, nazwałabym inspirującym. Choć jeszcze nie przeczytałam „Ksiąg Jakubowych”, rozmowa o książce, której wysłuchałam, myślę, że okaże się pomocna podczas jej czytania i pisania notatki o niej.
Olga Tokarczuk w swojej pierwszej powieści historycznej nie tylko, jak to bywało w jej poprzednich utworach, przypisuje znaczną rolę kobietom, ale podkreśla także rolę księdza Benedykta Chmielowskiego, pierwszego polskiego encyklopedysty. Jednak nade wszystko autorka mówiła o głównym bohaterze powieści – Jakubie Franku, scharakteryzowanym w powieści nie wprost, a ustami innych bohaterów. Kim był? Nie tylko założycielem sekty, ale, jak dowodzi Tokarczuk, myślicielem społecznym, bez którego nie byłoby romantycznego mesjanizmu, a cała twórczość XIX-wieczna w Polsce wyglądałaby inaczej. Trwająca 50 lat historia jest, zdaniem autorki ściśle współczesna – zrozumiałe motywacje, dążenie do władzy, elementy polityki europejskiej. Od czasów Jakuba Franka dzieli nas tylko kilka, kilkanaście pokoleń. Manipulatorzy i psychopaci byli wtedy, są i teraz.
Olga Tokarczuk, która podjęła się tematu nieznanej historii, z początku obawiała się, czy podoła wyznaczonemu sobie zadaniu. Trwało to, dopóki nie pojawiła się narratorka Jenta, „czwartoosobowa” (cyt. z wypowiedzi autorki), zewnętrzna, pozostająca ponad wszystkim.
Książka Tokarczuk czerpie z bogatej dokumentacji historycznej, znajdującej się w archiwach w różnych państwach. Czerpie z książek z epoki oraz współczesnych badań. Jednak autorka podkreśla, że to literatura, twierdząc, że jako pisarka może wszystko. I chwała jej za to.
Źródło: http://www.instytutksiazki.pl/wydarzenia,aktualnosci,30034,olga-tokarczuk-nagrodzona-w-slowenii.html
Kiedy zgromadzone w Poleskim Ośrodku Kultury towarzystwo dostało mikrofon, byłam zdziwiona brakiem pytania ze strony widowni o szerszą perspektywę twórczości Olgi Tokarczuk. Pojawiały się tylko te dotyczące bezpośrednio książki. Zatem nie pozostało mnie, ciekawej, nic innego, jak zapytać: „Skąd u Tokarczuk, tworzącej nowe światy, nowe mitologie, książka historyczna, tak ugruntowana w źródłach? I czy Księgi Jakubowe będą oznaczać przełom w twórczości i nowy tor?” Pisarka nie tylko stwierdziła, że nie uważa tej książki za odrębną od pozostałych dzieł, ale przede wszystkim postawiła zarzut wszystkim mniejszym i większym literaturoznawcom pod hasłem: skąd się bierze ta etykieta mitologii? Poza tym powiedziała, że nigdy żaden z językoznawców nie zadał jej pytania o jej prozę. Skończył się mój czas, chwilę trwały zarzuty wobec mnie (zdziwiła cię historyczna? a nie zdziwił kryminał?), postanowiłam zatem czekać do momentu udzielania autografów. Wtedy spytałam, że mogę być pierwsza, która to pytanie zada. Autorka mnie zbyła twierdząc, że nie będzie analizować własnych utworów.
Nie zdziwiła mnie odpowiedź zbywająca, ale ta wcześniejsza – zarzut wobec badaczy. Etykiety pozwalają autorom na stałą obecność autorów w mediach, a czytelnikom na znalezienie tego, co dla nich interesujące. Na pewno pani Olga ma tego świadomość. Dobrze, gdy autor swoją twórczością zaskakuje, ale nie wykracza przy tym poza pewne ramy. Pamiętacie książkę Rowling „Trafny wybór”? To było właśnie takie wyjście poza stworzoną etykietę. I nie powiodło się. Autorka pisze teraz pod pseudonimem, nie odwołując się do etykiety związanej z Harrym Potterem i idzie jej znacznie lepiej. Oczywiste jest, że autor nie będzie analizował swoich utworów. Tak samo jest logiczne, że tajemniczość i kobiecość, a nade wszystko ta mitologia, której O. Tokarczuk się wypiera, są znakiem rozpoznawczym jej twórczości. I czy to aż tak dla niej źle? W dobie krótkich, niesproblematyzowanych przekazów medialnych, lepsze to niż brak możliwości przypisania do jakiejś szufladki, przez ciągłe zaskakiwanie czytelników przez autora. Etykietowanie jest krzywdzące, jednak jego brak może być dla autora jeszcze trudniejszy. Grozi tym, że książka wypadnie z obiegu, o ile w ogóle do niego wejdzie.

Poleski Ośrodek Sztuki informuje o kolejnym spotkaniu - tym razem z Andrzejem Stasiukiem, 10 grudnia 2014 o godz. 18.