środa, 25 czerwca 2014

Coś o zmienności – „Złoty pelikan” Stefana Chwina

Myślałam, że to powieść z pełnym uniwersyteckim tłem. Spodobało mi się to i przekonało do siebie. Gdańsk, klimat wykładów i główny bohater, którego dopadają wyrzuty sumienia po oblaniu na rozmowie wstępnej jednej maturzystki. Atmosfera uniwersyteckiego światka w pewnym momencie ulega niespodziewanemu przeobrażeniu w rzeczywistość kloszardów. Szereg załamań, jakie przeżył Jakub naukowiec, wyzwoliły go, niszcząc dorobek życia. Nie podołał roli Hioba, jaka na niego spadła.
Czytelnik, choć wydaje mu się, że poznał już Jakuba, wciąż jest przez niego zaskakiwany. Stateczny wykładowca jest złożoną i nieprzewidywalną osobowością. Natomiast Janka, jego żona, to postać raczej martwa – brakuje jej mocno zarysowanych cech osobowości, które tworzyłyby człowieka z krwi i kości. Rozpad tego młodego małżeństwa jest do przewidzenia od samego początku.
http://www.instytutksiazki.pl/

Jakub wykładowca, którego życie mocno doświadcza, przypomniał mi innego Jakuba. Tego z Samotności w sieci Wiśniewskiego. Jakub Chwina jest słabszy, ale bardziej ludzki. Szereg nieszczęść prowadzi go do upadku. Doświadczenie cierpienia rzutuje na jego zdrowie psychiczne i fizyczne. W tej perspektywie Jakub Wiśniewskiego jest odrealniony – tak wrażliwy mężczyzna, którego życie jest pasmem tragedii, popełnia (lub chce popełnić – w zależności od wersji książki) samobójstwo dosyć późno. Czytelnik mógłby się spodziewać końca dużo wcześniej.
Przyznam szczerze, że choć śledzę polską literaturę współczesną i o autorze sporo słyszałam, było to moje pierwsze spotkanie z Chwinem, nie licząc drobnych form prozatorskich (np. Krótka historia pewnego żartu w Pokazie prozy). Spotkanie zaskakujące i – myślę – zapadające w pamięć. Złoty pelikan, marka pióra używanego przez bohatera – a ostatecznie metonimia jego samego – przewija się przez całą powieść, zapisując stracony los Jakuba.


Stefan Chwin, Złoty pelikan,  wyd. Tytuł, 2002

wtorek, 17 czerwca 2014

Historia złamanego życia - Baricco, „Bez krwi”

Skondensowana do niewielkiej objętości relacja z całego życia pewnej kobiety, zaprezentowana mistrzowsko w dwóch scenach. Pierwszą z nich jest napad na jej ojca, dokonany przez żołnierzy, którzy chcieli zemścić się za swoje krzywdy. Drugą – pewne spotkanie wiele lat później, kiedy tamta dziewczynka jest już dojrzałą panią.
Doświadczenie z dzieciństwa rzuciło cień na  jej życie. Zaufała osobom, które miały ją zlikwidować – jako świadka wojennych porachunków. Szkic powieściowy, za jaki można uznać Bez krwi, bardzo pobieżnie ociera się o pozostałe wątki. Każdy z tych dwóch obrazów: napad i spotkanie z jednym z jego uczestników po latach – ma swój własny punkt kulminacyjny. W obydwóch jest jakiś trudny do opisania spokój. Chwilę, w której młody Tito patrzy na ukrytą dziewczynkę, oboje odczuwają jako pełną mistyki. Przypomnienie sobie tego momentu i przywołanie tamtych myśli w swojej obecności sprawia, że ta chwila ulega powtórzeniu. Nawet jeśli Tito spodziewa się zemsty z rąk dawnej Niny.

Alessandro Baricco, Bez krwi, tłum. Halina Kralowa, wyd. Czytelnik, 2003

czwartek, 12 czerwca 2014

Mickiewicz nieco inaczej

Znowu mały wpis o artykule z "Książek". Na razie tylko na tyle znalazłam czas, a nie chcę, żeby blog zapadł w jakiś śródroczny sen.

Źródło: http://goo.gl/qYHpE8

Rozmowa Pawła Koźlińskiego z amerykańskim badaczem Mickiewicza, Romanem Koropeckim (chyba ktoś nie bez przyczyny zajmuje się literaturą słowiańską), odkrywa nowe dla polskiego czytelnika karty z życia wieszcza. Przynajmniej takie miało być założenie tego wywiadu. Bo choć perspektywa zachodniego literaturoznawcy jest na pewno czymś nowym w odniesieniu do osoby, o której większość uważa, że wie wszystko, to Mickiewicz okazuje się po prostu Mickiewiczem.
Fragment wypowiedzi Koropeckiego, który został wybrany na lid: 

To Rosja zrobiła z niego poetę wielkiego formatu. Kiedy w końcu udało mu się z niej wyjechać, opróżniał kieszenie i wrzucał rosyjskie monety do morza, jednak rosyjski paszport sobie zostawił (s. 62),

jest wyłączonym z całości tym elementem nowości, który na tle całego wywiadu nie utkwiłby odbiorcy w pamięci. Czy coś w ogóle znalazłoby się tu odkrywczego? Może tylko stwierdzenie, że Mickiewicz był poetą romantycznym światowego formatu (s. 63). Słowa ważne o tyle, że wypowiedziane przez kogoś z zewnątrz, nie przez Polaka wychowanego na romantycznym mesjanizmie zniewolonej Polski. Przez osobę, która nie słuchała przez większość (jak nie całą) swojej edukacji: "Mickiewicz/Słowacki/Mickiewicz wielkim poetą był".

Paweł Goźliński, Adam masochista (wywiad z prof. Romanem Koropeckim), "Książki" 2014, nr 2(13),  s. 62-65.