sobota, 24 sierpnia 2013

„Moment niedźwiedzia” Olgi Tokarczuk - a gdyby tak urozmaicić świat innymi zasadami?

Moment niedźwiedzia można by nazwać programową książką Olgi Tokarczuk. To zbiór tez, na których opierają się jej powieści, na przykład Prowadź swój pług przez kości umarłych.
Autorka podważa to, co oczywiste. Podstawowe zasady rządzące światem zastępuje innymi, które okazują się całkiem możliwe. Tak powstają heterotopie.
Dalej podaje czytelnikowi zapiski z różnych podróży. Stykanie się z innością to na swój sposób kontakt z heterotopiami, alternatywami do polskości. Tokarczuk przytacza także sytuacje, w których obcokrajowcy zwracali jej uwagę na brak logiki języka polskiego. Jednak czy ktoś kiedykolwiek powiedział, że jest on logiczny? Choć to może rzeczywiście nieco dziwne, że słowo „piesi” nie jest liczbą mnogą od rzeczownika „pies”.
Zwieńczenie tego zbioru spostrzeżeń stanowią refleksje z obecności autorki w świecie literackim. Zauważa, że jej wyobrażone światy, utrwalone w powieściach, mają potencjał wnikania w rzeczywistość. W ten sposób literackie heterotopie stają się realne.
Kiedy czytałam Moment niedźwiedzia, w którym autorka w ciekawy sposób diagnozuje stan polszczyzny i polskości, miałam dziwne wrażenie, że to nie jest pozycja pisana dla rodaka Olgi Tokarczuk, tylko dla osoby, która sięgnie po tłumaczenie. Całkowicie zbędne jest wyjaśnianie, co to Wawel czy kim byli Wyszyński i Narutowicz. Czytając te nawiasowe dopiski typu „(siedziba i miejsce pochówku polskich królów)” (s. 172) czy „o prymasie Wyszyńskim (zwierzchniku polskiego kościoła katolickiego w okresie PRL)” (s. 172), zauważyłam, że autorka – zamiast pomagać w lekturze – rozbija skoncentrowanego na lekturze czytelnika. Wydaje mi się, że to już rolą tłumacza jest uzupełnić książkę w odpowiednie przypisy tam, gdzie może się wydać niezrozumiała dla obcokrajowca.

Olga Tokarczuk, Moment niedźwiedzia, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2012.

piątek, 16 sierpnia 2013

„Los utracony” Imre Kertésza – refleksja nad oczywistością

Inne spojrzenie na Holocaust. Od wewnątrz, z żydowskiej perspektywy, ale zadziwiające akceptacją warunków stawianych przez hitlerowców. Nastolatek, który dopiero co pożegnał ojca, sam zostaje zabrany do obozu. Przechodzi przez selekcję w Oświęcimiu, dzięki podwyższeniu swojego wieku do 16 lat. Trafia do Buchenwaldu. Nie buntuje się, nie stawia. Szybko przyzwyczaja się do obozowych warunków, które uważa za zupełnie naturalne. Mimo że nie ma jeszcze piętnastu lat, pracuje, bo tak mu każą, stoi na wielogodzinnych apelach i zrywa się o świcie do pracy. Wszystko dlatego, że ktoś ustalił taki porządek dnia. Porządek, który dla pierwszoosobowego narratora ma głęboki sens. On jest Żydem, tamci Cyganami, inni Niemcami.

niedziela, 11 sierpnia 2013

„Madame” Antoniego Libery - tęsknota za upragnionym Zachodem

Książek, które czytam powtórnie, nie jest wiele. Szkoda mi czasu, który mogłabym spożytkować na to, czego jeszcze nie znam. Z Madame jest inaczej. Coś mnie do niej przyciąga niezmiennie od 5 lat, kiedy tę pozycję poleciła mi koleżanka z klasy.
Na szczególną uwagę zasługuje język powieści. Styl Libery może wydać się niektórym sztuczny lub męczący. Mnie zachwyca. Cechują go długie zdania, naszpikowane odniesieniami literackimi. A nade wszystko klasyczna poprawność językowa. Libera w doskonały sposób posługuje się polszczyzną. Czytelnik czuły na odpowiednie brzmienie, tempo i kulturę języka, od razu to dostrzeże.
Ta książka to nie tylko historia maturzysty, który zakochał się w nauczycielce francuskiego. To obraz Warszawy i jej instytucji