sobota, 8 listopada 2014

Wyprawa do Grecji i Rzymu – Herberta „Labirynt nad morzem”

W porównaniu do wcześniejszych niż Labirynt nad morzem zbiorów Herberta, ten mnie nie zachwycił. Pierwszy z tekstów nieco podciąga notę całości. Więcej niż sztuki i architektury jest w tym tomiku historii, która nie stanowi mojego konika. Być może dlatego znudziły mnie podboje Greków i Rzymian, a w niektórych esejach z trudem wyszukiwałam drobnych informacji o sferze symbolicznej omawianych społeczeństw.
O ile Barbarzyńca w ogrodzie dotyczy w największej mierze średniowiecza, a Martwa natura z wędzidłem (flamandzkiego) renesansu, o tyle w Labiryncie… czytelnik dostaje przekrój informacji o dziejach cywilizacji rzymskiej i greckiej, ale także minojskiej i etruskiej. Jednak spajający kontekst starożytności, mam wrażenie, w niektórych miejscach zawodzi, a ostatni z tekstów, jakby niedokończony – zawiesza narrację na wieczne nigdy. Zabrakło mi w tych esejach tego, co w poprzednich dwóch zbiorach było tak znamienne – perspektywy obywatela państwa zza żelaznej kurtyny. Trochę tak, jak gdyby ten zbiór mógł napisać ktokolwiek inny, niekoniecznie TEN Herbert.

Zbigniew Herbert, Labirynt nad morzem, Zeszyty Literackie, Warszawa 2000

Opinio-analiza książki bierze udział w wyzwaniu Grunt to okładka - listopad: wielokrotność 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz