niedziela, 6 stycznia 2019

O skłóconych przyjaciółkach - "Moja wspaniała przyjaciółka"

Zadanie książki jest iście terapeutyczne - ma pomóc dziecku poradzić sobie z kłótnią z przyjacielem i oswoić z faktem, że nieporozumienia się zdarzają. Jest też zapisem (i rysunkiem) faktu, że przyjacielem nie musi być osoba, która jest do nas podobna - bohaterki różnią się pod wieloma względami, ale doskonale się rozumieją. Jest to jednak książka, oprócz jako-takiej fabuły ma kilka wad.
Po pierwsze: jest absolutnie dziewczęca pod względem wizualnym (róż, fiolet, kwiatuszki, serduszka itp.), co ogranicza jej zasięg, ponieważ nie widzę chłopca, który po nią sięga.
Po drugie: bohaterki mają zbyt podobne imiona, które mylą się nawet dorosłemu odbiorcy (Lula i Lenka).
Po trzecie: nie nadaje się do głośnego czytania i to jej zdecydowanie największa wada. Zarówno język, jak i oprawa książki, mimo że opowiada o dziewczynkach chodzących do szkoły, są skierowane dp dziecka (dziewczynki) małego, które jeszcze czytać samo nie potrafi, ewentualnie do takiego, które jest na początku drogi prowadzącej do płynnego czytania i nie połknie tej książki bez dzielenia jej na raty. Oznacza to, że opowieść powinna być dostosowana do czytania. Dwie pierwszoosobowe narratorki wypowiadające się na zmianę zdecydowanie utrudniają śledzenie, która z dziewczynek (Lula czy Lenka) właśnie wyraża swoje myśli. Problem ten dostrzegli twórcy książki i próbowali go rozwiązać, zmieniając kolor czcionki - dla jednej z nich przypisany jest czarny, dla drugiej szary. Hm... Jak ma się w tym połapać dziecko, które tylko słucha i ogląda obrazki? Nie wiem. Mało tego - nawet osoba dorosła musi rzeczywiście się skoncentrować na tym, kto właśnie się wypowiada. 
Narracja pierwszoosobowa była w przypadku tej fabuły pomysłem dobrym, ponieważ pomaga dziecku utożsamić się z bohaterkami, którymi targają sprzeczne emocje. Więcej - taka dwustronność pokazuje, że obie dziewczynki mają podobne wrażenia, choć pozornie jedna z nich lepiej sobie radzi z brakiem tej drugiej. Jednak realizacja tego założenia zdecydowanie się nie udała. Dlatego nie wiem, czy nie byłoby lepiej pozostawić klasycznego narratora wszechwiedzącego, który opowiedziałby o tych emocjach. I zdecydowanie zróżnicować imiona dziewczynek.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu
Polly Ho-Yen, Moja wspaniała przyjaciółka, Wilga, Warszawa 2018.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz