wtorek, 24 października 2017

Książka z naklejkami – „Wielkie poszukiwania dla maluszków”


Chyba każdy to przerabia jeszcze przed drugimi urodzinami dziecka. Naklejki. Zawsze i wszędzie. W każdych ilościach. Jak wybrać książkę, która zadowoli malucha? O tym w poniższym oraz w następnych wpisach.
Pierwsza Anusiowa książka z naklejkami była kupiona przez przypadek. To znaczy nie dla naklejek, tylko dla zadania poszukiwania elementów na obrazkach. Bardzo prosta grafika i wiele elementów zwróciły uwagę mojej mamy, od której Ania dostała tę książkę. Szybko jednak okazało się, że to naklejki są w niej najważniejsze 😉
Książka okazała się pod tym względem strzałem w dziesiątkę. Dlatego też nie przyszło mi wtedy na myśl, że nie każda książka z naklejkami jest dobrym wyborem. Te refleksje, przez które wzrosła ranga Wielkich poszukiwań dla maluszków, pojawiły się dopiero w zetknięciu z innymi naklejkowymi szaleństwami.
Po pierwsze i najważniejsze: naklejki są naprawdę wielokrotnego użytku. Kto ma w domu dwuletnie dziecko, doskonale zna problem – nakleiłam i chcę odkleić. Bo jednak będzie w innym miejscu, bo jest krzywo, bo lubię naklejać tę piłkę i będę ją naklejać kilkadziesiąt razy, aż w końcu przestanie się kleić i wtedy będzie „fe” i „do kok” (do kosza). Więcej – Ania daje sobie radę sama odkleić naklejki, zatem czynne towarzyszenie rodzica nie jest potrzebne. 
Kolejny plus, związany z pierwszym – śliski papier, z którego zrobiona jest książka. To najważniejszy naklejkowy czynnik – od zwykłego papieru nie da się odkleić nawet bardzo dobrej naklejki (choć te z tej książki udaje się odkleić, o ile zrobi się to w chwilę po naklejeniu).
Starsze dziecko nie będzie zadowolone z tej książki. Obrazki są płaskie i schematyczne, a naklejki wyposażone w białe tła, które uniemożliwiają stworzenie na pozostawionych przez wydawcę stronach wiarygodnego obrazka. Jednak, co okazało się przy kolejnej książce z naklejkami (Ubierz misie), jest to jednocześnie zaleta z punktu widzenia malucha, który wie, gdzie jest naklejka, a gdzie obrazek i nie irytuje się, próbując odkleić to, co okazuje się obrazkiem.
Wadą większości książek tego typu jest ich nietrwałość. Strony szybko wypadają, rozkładówki z naklejkami, odklejane samodzielnie przez malucha, kleją się same do siebie i całość wygląda nieciekawie. Jednak należy liczyć się z tym, że taka książka jest w pewnym momencie do wyrzucenia, choć w naszym przypadku Ania wciąż sięga po mocno uszkodzoną książkę. Wszystkie naklejki zostały już użyte, ale nic nie przeszkadza w tym, żeby zmienić miejsce, gdzie coś zostało naklejone. W tej książce udaje się to nawet po kilku dniach, w przeciwieństwie do wielu nawet „śliskich” książek, z których można coś odkleić tylko w przeciągu kilku minut po przyklejeniu. Później klej się utrwala i po odklejeniu zostają ślady zdartej farby. W tej książce tego problemu nie ma.
Jeszcze jeden plus z punktu widzenia rodzica - zwierzęta, które stanowią większość naklejek, można przykleić gdziekolwiek i rodzica nie razi brak logiki. Zwłaszcza takiego rodzica, który chciałby, żeby wszystko było dokładnie tak, jak zaplanował wydawca. Nie jest już to takie oczywiste przy innych książkach (choćby we wspomnianej serii Ubierz misie), które właśnie uczą precyzji i logicznego myślenia, a przyklejenie gdziekolwiek może razić.
Z tego co wiem, książka jest aktualnie trudno dostępna. Łatwiej osiągalne są książki tego samego wydawcy – W mieście i Zwierzęta. Jednak mają one już tylko jedną stronę naklejek i jedną rozkładówkę do uzupełnienia. Książka, którą mamy, ma 3 rozkładówki i miała (chyba) sześć stron z naklejkami. Wszystkie można kupić w cenie ok. 10zł, ale to opisana przeze mnie opłaca się najbardziej ze względu na ilość naklejek.
Poniższe zdjęcie pokazuje fatalny stan książki, ale policzcie jej to za zaletę - dziecko się nią nie nudzi i naprawdę zużywa do końca. Strony się rozpadają, a Ania wciąż nakleja...


Wielkie poszukiwania dla maluszków, wyd. Olesiejuk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz