środa, 20 lutego 2013

,,Pigmalion" Bernarda Shawa

Przyjemny utwór, który szybko się czyta. Pełen ciętych wypowiedzi, które – jako że zdecydowana część książki jest zbudowana jak dramat – stanowią podstawę akcji Pigmaliona. Jest tu krytyka niepoprawnej wymowy, wiktoriańskiej pruderii oraz przekonania, że nie można nauczyć się dobrych manier, jeśli nie wyniosło się ich z domu.
Czytelnik widzi przemianę Elizy z prostej dziewczyny sprzedającej kwiaty w pannę przykuwającą uwagę wszystkich bywalców londyńskich salonów. Narrator, który wypowiada się w zakończeniu dramatu/powieści, twierdzi jednak wprost:
ta przemiana jest niemożliwa. Czytelnik rozumie, że pan Higgins, będący tutaj Pigmalionem, nie mógł stworzyć doskonałego dzieła ze skażonego materiału, w jakim odbywało się to metaforyczne rzeźbienie. Dziewczyna wykreowana przez Higginsa ponadto wcale nie chce być ze swoim Pigmalionem, jak chciała tego ożywiona przez Afrodytę mitologiczna Galatea. Eliza nie jest ożywionym posągiem, a Higgins nie jest rozpaczliwie zakochanym twórcą. Zależność, jaka wytworzyła się między Elizą-uczennicą a nauczycielem poprawnej wymowy jest oparta raczej na ich wybuchowości, skłonności do obrażania się nawzajem, a nie na wypowiedzianym, uświadomionym uczuciu. Higgins-Pigmalion pomógł Elizie i, jak twierdzi narrator, pomoże jej jeszcze nie raz, ale, uwięziony w uwielbieniu swojej matki, na widzi w żadnej kobiecie partnerki dla siebie.
Formuła utworu: coś pomiędzy prozą a dziełem scenicznym, pozwoliła autorowi w interesujący dla czytelnika sposób przerzucić wszelkie komentarze i wprowadzenia na – bardzo ważny w Pigmalionie – język bohaterów, bez jednoczesnej rezygnacji z odnarratorskiej oceny bohaterów czy odkrycia przed czytelnikiem powiązań między szczegółami akcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz