niedziela, 25 października 2015

Nowy głos polskiej prozy współczesnej - „Skoruń” Macieja Płazy

Skojarzenia z Doliną Issy Miłosza lub Kamieniem na kamieniu Myśliwskiego są nieuniknione, choć Skoruń to zupełnie nowy obraz literacki. Powieść inicjacyjna, której przedstawicielem jest książka Macieja Płazy, zakłada przybliżenie czytelnikowi młodego człowieka, który stoi u progu dorosłości. Trzeba przyznać, że tytułowy Skoruń smakuje jej z ciekawością, a niekiedy nawet nieco bezczelnie. I, co warto podkreślić, mimo konfliktu z ojcem, jest do niego pod tym względem nieco podobny.
Nazwałam wyżej książkę Płazy powieścią. Nie jest to do końca poprawne określenie, ponieważ składa się na nią siedem praktycznie autonomicznych opowiadań, które połączone są osobami i miejscem rozgrywania się wydarzeń. Akcja nie jest zatem spójna, choć – tu znajduję uzasadnienie dla użycia słowa powieść – układ tych tekstów wskazuje na dojrzewanie bohatera. Skoruń, chłopak mniej więcej jedenastoletni, dowiaduje się coraz więcej o sobie, swojej rodzinie, o życiu dorosłych i nie pozostaje to bez wpływu na jego postawę wobec świata.
Trzeba przyznać, że te opowiadania-rozdziały, na które składa się książka, to doskonale skonstruowane szkice literackie, jeśli spojrzeć na nie jak na autonomiczne całości. Nie można się temu dziwić, w końcu Płaza jest literaturoznawcą, a Skoruń to jego debiut literacki. Na szczególną uwagę zasługują według mnie dwa rozdziały – Bracia oraz Skoruń. Sposób budowania fabuły, a następnie jej puentowania, pozwalają mieć nadzieję, że M. Płaza nie powiedział swoją pierwszą (fabularną) książką ostatniego słowa. Osoba, która stoi za pierwszoosobowym narratorem, za bezimiennym Skoruniem, wie, co powinna zawierać dobra książka. I osobiście liczę na to, że ten akademik w pełni pokaże na co go stać, już w powieści, a nie w zbiorze opowiadań.
Mała wieś gdzieś w okolicach Sandomierza, której życie organizuje cykl zbioru jabłek, stanowi miejsce, do którego Płaza wprowadza czytelnika. Ojciec, złamany chorobą kręgosłupa choleryk i konstruktor maszyn, matka, raczej bezbarwna, układna i zamartwiająca się o syna i męża, i wreszcie ich syn, któremu rodzice wypominają lenistwo i nieposłuszeństwo. Skoruń znajduje swoje miejsce w wiejskiej przestrzeni. W gruncie rzeczy jest dobrym chłopakiem, dosyć pracowitym, niewyróżniającym się na tle rówieśników. Jednak, oswojony z negatywnym przezwiskiem, trochę się dopasowuje do przypinanej mu łatki. Jest przy tym czujnym obserwatorem, który wie, czym jest odpowiedzialność.
Język zbioru Płazy to subtelna stylizacja gwarowa, ledwie wyczuwalna, ale nadająca tej wypowiedzi literackiej charakterystycznego rysu. Wieś, w której wciąż jeszcze wspomina się wojnę (bo na strychu można znaleźć jakiś karabin), której mieszkańcy z niepokojem patrzą na poziom wody w bliskiej Wisły, i którzy angażowali się w antykomunistyczne działania, w momencie akcji książki żyje trochę obok całego świata. Jest zamkniętym mikrokosmosem, tworzonym wspólnie z okolicznymi wsiami-osadami oraz wsią gminną. Czasem tylko ktoś wspomni o Sandomierzu czy Lublinie, ale są to nieco abstrakcyjne miejscowości, które należą do zupełnie innego porządku niż wieś, w której zamyka się życie bohaterów, a zwłaszcza Skorunia.
 
Za książkę dziękuję wydawnictwu

Maciej Płaza, Skoruń, W.A.B, Warszawa 2015.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz