poniedziałek, 1 grudnia 2014

(Nie) broń się pisarzu przed etykietą

Spotkanie z Olgą Tokarczuk w Łodzi we wtorek, 25 listopada, nazwałabym inspirującym. Choć jeszcze nie przeczytałam „Ksiąg Jakubowych”, rozmowa o książce, której wysłuchałam, myślę, że okaże się pomocna podczas jej czytania i pisania notatki o niej.
Olga Tokarczuk w swojej pierwszej powieści historycznej nie tylko, jak to bywało w jej poprzednich utworach, przypisuje znaczną rolę kobietom, ale podkreśla także rolę księdza Benedykta Chmielowskiego, pierwszego polskiego encyklopedysty. Jednak nade wszystko autorka mówiła o głównym bohaterze powieści – Jakubie Franku, scharakteryzowanym w powieści nie wprost, a ustami innych bohaterów. Kim był? Nie tylko założycielem sekty, ale, jak dowodzi Tokarczuk, myślicielem społecznym, bez którego nie byłoby romantycznego mesjanizmu, a cała twórczość XIX-wieczna w Polsce wyglądałaby inaczej. Trwająca 50 lat historia jest, zdaniem autorki ściśle współczesna – zrozumiałe motywacje, dążenie do władzy, elementy polityki europejskiej. Od czasów Jakuba Franka dzieli nas tylko kilka, kilkanaście pokoleń. Manipulatorzy i psychopaci byli wtedy, są i teraz.
Olga Tokarczuk, która podjęła się tematu nieznanej historii, z początku obawiała się, czy podoła wyznaczonemu sobie zadaniu. Trwało to, dopóki nie pojawiła się narratorka Jenta, „czwartoosobowa” (cyt. z wypowiedzi autorki), zewnętrzna, pozostająca ponad wszystkim.
Książka Tokarczuk czerpie z bogatej dokumentacji historycznej, znajdującej się w archiwach w różnych państwach. Czerpie z książek z epoki oraz współczesnych badań. Jednak autorka podkreśla, że to literatura, twierdząc, że jako pisarka może wszystko. I chwała jej za to.
Źródło: http://www.instytutksiazki.pl/wydarzenia,aktualnosci,30034,olga-tokarczuk-nagrodzona-w-slowenii.html
Kiedy zgromadzone w Poleskim Ośrodku Kultury towarzystwo dostało mikrofon, byłam zdziwiona brakiem pytania ze strony widowni o szerszą perspektywę twórczości Olgi Tokarczuk. Pojawiały się tylko te dotyczące bezpośrednio książki. Zatem nie pozostało mnie, ciekawej, nic innego, jak zapytać: „Skąd u Tokarczuk, tworzącej nowe światy, nowe mitologie, książka historyczna, tak ugruntowana w źródłach? I czy Księgi Jakubowe będą oznaczać przełom w twórczości i nowy tor?” Pisarka nie tylko stwierdziła, że nie uważa tej książki za odrębną od pozostałych dzieł, ale przede wszystkim postawiła zarzut wszystkim mniejszym i większym literaturoznawcom pod hasłem: skąd się bierze ta etykieta mitologii? Poza tym powiedziała, że nigdy żaden z językoznawców nie zadał jej pytania o jej prozę. Skończył się mój czas, chwilę trwały zarzuty wobec mnie (zdziwiła cię historyczna? a nie zdziwił kryminał?), postanowiłam zatem czekać do momentu udzielania autografów. Wtedy spytałam, że mogę być pierwsza, która to pytanie zada. Autorka mnie zbyła twierdząc, że nie będzie analizować własnych utworów.
Nie zdziwiła mnie odpowiedź zbywająca, ale ta wcześniejsza – zarzut wobec badaczy. Etykiety pozwalają autorom na stałą obecność autorów w mediach, a czytelnikom na znalezienie tego, co dla nich interesujące. Na pewno pani Olga ma tego świadomość. Dobrze, gdy autor swoją twórczością zaskakuje, ale nie wykracza przy tym poza pewne ramy. Pamiętacie książkę Rowling „Trafny wybór”? To było właśnie takie wyjście poza stworzoną etykietę. I nie powiodło się. Autorka pisze teraz pod pseudonimem, nie odwołując się do etykiety związanej z Harrym Potterem i idzie jej znacznie lepiej. Oczywiste jest, że autor nie będzie analizował swoich utworów. Tak samo jest logiczne, że tajemniczość i kobiecość, a nade wszystko ta mitologia, której O. Tokarczuk się wypiera, są znakiem rozpoznawczym jej twórczości. I czy to aż tak dla niej źle? W dobie krótkich, niesproblematyzowanych przekazów medialnych, lepsze to niż brak możliwości przypisania do jakiejś szufladki, przez ciągłe zaskakiwanie czytelników przez autora. Etykietowanie jest krzywdzące, jednak jego brak może być dla autora jeszcze trudniejszy. Grozi tym, że książka wypadnie z obiegu, o ile w ogóle do niego wejdzie.

Poleski Ośrodek Sztuki informuje o kolejnym spotkaniu - tym razem z Andrzejem Stasiukiem, 10 grudnia 2014 o godz. 18.

2 komentarze:

  1. Czytam "Księgi Jakubowe" od dłuższego już czasu. Weszłam w gąszcz wydarzeń i bohaterów; ścieżek i gościńców...i jakoś nie mogę się wydostać na otwartą przestrzeń. To dla mnie całkiem nowa Tokarczuk.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie książka czeka na moment, kiedy będę mogła poświęcić jej trochę czasu. Wiem, że to będzie coś zupełnie innego niż to, co znam z Tokarczuk. Nie mówię, że to źle, że wyszła poza ramy, jednak było to dla niej ryzykowne - stąd myślę, że promocja książki jest szerzej zakrojona niż poprzednich powieści.

    OdpowiedzUsuń