poniedziałek, 22 grudnia 2014

Kryzysowe „Grona gniewu” Johna Steinbecka

Wielka amerykańska powieść z akcją umiejscowioną w czasie Wielkiego Kryzysu. Czasem wydaje mi się, że to, co amerykańskie musi być wielkie i pompatyczne, a zwłaszcza muszą takie być powieści o amerykańskich momentach „przełomowych”. Mam tu oczywiście na myśli, oprócz Gron gniewu, także Przeminęło z wiatrem M. Mitchell. Wracam jednak do Johna Steinbecka.
Tytułowe grona gniewu to podskórna dla całej, dosyć obfitej, powieści (670 stron) zapowiedź buntu. Buntu wobec niskich płac, nieludzkich warunków życia, mechanizacji rolnictwa, a także wobec przymusu opuszczania rodzinnych stron. Naturalistyczna powieść, w której metodą pokazania narodowego problemu biedy stał się wręcz anatomiczny portret rodziny, która załadowała swój majątek i pojechała w nieznane, to także historia jej rozpadu. Umierają najstarsi, odchodzą najsłabsi psychicznie, poświęcają się najodważniejsi, płaczą najmłodsi.
W powieści jednak nie dochodzi do przelania się czary goryczy, grona gniewu wzrastają, a odejście Toma pod koniec powieści świadczy o kształtowaniu się tych, którzy będą reprezentować najbardziej pokrzywdzonych. Następujące po sobie niepowodzenia, dotykające rodzinę Joadów, mogą wywołać rezygnację. Dopóki jednak wywołują gorycz mężczyzn, dopóty kobiety i dzieci mogą czuć się bezpieczne. Jednak co się dzieje wtedy, gdy niepowodzenia wywołują gorycz, ale mężczyźni nie są w stanie zadbać o najbliższych?
Wtedy, jak pokazuje Steinbeck, hierarchia rodziny ulega zaburzeniu. Krok po kroku, a zarazem w pełnym zbliżeniu jak w soczewce optycznej, narrator mówi o przekształceniach. Droga, jaką rodzina przebyła od wyruszenia z Oklahomy aż do Kalifornii, to nie tylko sznur wijącej się 66 Route, ale także zmiana dominacji rodzinnej.
Mówienie nie wprost wydaje się sposobem traktowania przez Steinbecka wiodącego problemu. Tak ważne dla amerykańskiej gospodarki burze pyłowe są obecne w powieści jako przyczyna słabych zbiorów, jednak nie są szczególnie dobrze opisane. Podobnie czytelnik nie znajdzie w powieści informacji na temat kryzysu innych niż te, które bezpośrednio dotknęły rodzinę Joadów. Nie ma tu nic na temat spadku cen akcji, jednak są wiadomości dotyczące ustalanych z góry niskich zarobków oraz niskich cen owoców. Tak niskich, że nie opłaca się ich sprzedawać. Należy je nie tylko wyrzucać, ale także niszczyć, żeby nikt z żebraków nie wyłowił ich ze śmietnika.
Jeszcze słówko o dwutorowej narracji. Bezosobowe obrazki z życia są wprowadzane w osobnych partiach tekstu. Pojawia się w nich ton refleksyjny, momentami nawet historiozoficzny. Te krótkie rozdziały są przeciwieństwem (czy raczej zastopowaniem) opowieści drogi, którą jest historia amerykańskich rodzin rolniczych – dzierżawców, którzy zostali wysiedleni. Nadzieja, która im towarzyszy, wiedzie ich do Kalifornii, gdzie, zamiast pracy wśród drzew owocowych, dostają kolejne bicze od losu.
Zdziwiło mnie otwarte zakończenie powieści - czyżby kolejna cecha "wielkich powieści amerykańskich"?

Źródło: http://pl.wikipedia.org/


Znacie tę fotografię? Matka siedmiorga dzieci, sfotografowana przez Dorotę Lange, stała się ikoną kryzysu z lat 30. XX wieku. Zdjęcie to mogłoby równie dobrze ukazywać Matkę rodziny Joadów. Już po wyjściu z depresji gospodarczej utrwalona na zdjęciu kobieta miała pretensje do Lange, że ta rozpowszechniła jej wizerunek, przypisując jej charakter Matki Amerykanki, symbolu kryzysu. Trzeba jednak przyznać, że zdjęcie jest fenomenalne, a przy tym niesłychanie "gęste", jeśli chodzi o zawartą w nim treść.

John Steinbeck, Grona gniewu, tłum. Alfred Liebfeld, Prószyński Media, Warszawa 2012

 Opinio-analiza książki bierze udział w wyzwaniu Z literą w tle - grudzień: J

2 komentarze:

  1. Do tej cegiełki Steinbecka się zbieram i zbieram i zebrać się nie mogę. Chyba tematyka trochę odstrasza. Ale z drugiej strony czytałam już "Myszy i ludzie" i byłam naprawdę poruszona tą opowieścią. A mocny głos narracji autora przemawia tylko na korzyść. Otwarte zakończenie powieści tutaj intryguje, więc pewnie niedługo zasiądę to tej "wielkiej powieści amerykańskiej" :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, kiedy sięgałam po powieść, nawet nie wiedziałam, jak jest gruba - to plus czytania w wersji elektronicznej ;-). Myszy i ludzie też są u mnie na liście i zamierzam kiedyś podjąć to wyzwanie. Kryzys jest tematem podskórnym dla powieści, a nie głównym, więc tym się nie przejmuj. Grona gniewu są powieścią drogi, bardzo klasyczną i współczesną jednocześnie.

      Usuń