poniedziałek, 15 grudnia 2014

Jak XXI-wieczny czytelnik czyta Balzaca?

Co znamy z cyklu Komedia ludzka Balzaca? Najczęściej jedynie poznanego w szkole średniej Ojca Goriot. Celem pisarza było pokazanie struktury XIX-wiecznego społeczeństwa francuskiego: jego różnorodności klasowej, zawodowej, jego biedaków, bogaczy i wszystkich, którzy są pośrodku. Ja trafiłam niedawno na Kuzyna Ponsa.
Książka jest niedługa (jak wszystkie inne z cyklu – miało być ich 137, powstało 91, więc ich długość jest dość przewidywalna) – i nie ukrywam – dość męcząca, zwłaszcza w pierwszej połowie. Strasznie zaburzone są proporcje wstępu i właściwej fabuły – w połowie książki (na stronie 118 z 223) znaleźć można długo oczekiwaną informację o przyspieszeniu akcji: „Tu zaczyna się dramat lub, jeśli wolicie, straszliwa komedia śmierci starego kawalera (…). Aktorami tej komedii, której służy poniekąd za prolog dotychczasowe opowiadanie, są zresztą wszystkie osoby już ukazane na scenie.” Od tego momentu jest dużo lepiej. Być może to moje wrażenie nudy spowodowane jest tym, że literatura przyzwyczaiła mnie już do opisu postaci poprzez wydarzenia, które zastępują opis wprost, typu: „Aby jednak dobrze pojąć owo serdeczne drżenie, którego nieborak był pastwą, trzeba naszkicować postać prezydentowej” (s. 26) – po tym wstępie czytelnik oddaje się z narastającą złością (kilku)stronicowemu statycznemu opisowi postaci.
Trzeba przyznać, że sama fabuła, bez szkolnego naciągania, jest niezła i zaskakująco współczesna. Dwoje starych kawalerów-muzyków mieszka razem. Jeden z nich, Pons, ma antykwaryczne zamiłowania. Śledzi z uwagą stoiska na targach staroci, licytacje komornicze i kupuje przedmioty, które, czasem od razu, a czasem po upływie kilkudziesięciu lat, tworzą realny majątek. Dziwactwa Ponsa i jego zaniedbana powierzchowność podtrzymują opinię ubogiego, zawadzającego krewnego, który nieproszony przychodzi na obiady do dalekiej rodziny i dawnych znajomych. Taka sytuacja trwa do czasu, kiedy starszy pan zaczyna chorować i na jaw wychodzi jego majątek. Wtedy okazuje się, jak wielu jest tych, którzy uważają się za bliskich Ponsa.
Oprócz rozwlekłości pierwszej połowy powieści, irytuje w niej także zapis wypowiedzi współlokatora Ponsa, Niemca Schmuckego. W tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego, efekt zniekształconego francuskiego akcentu miał zostać osiągnięty przez całkowite zastąpienie głosek dźwięcznych i bezdźwięcznych. Do czytania – masakra: „Dzo dopie, mój pietny bżyjadzielu?” (s. 70).

Wszystkie cytaty pochodzą z poniższego wydania:
Honore de Balzac, Kuzyn Pons, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz