poniedziałek, 3 lutego 2014

Trochę rzeczywistości, trochę fantastyki, trochę sztuki i antropologii

Jostein Gaarder, którego – jeśli ktoś kojarzy – to pewnie przede wszystkim za sprawą Świata Zofii, jest norweskim pisarzem-filozofem, którego zainteresowania wykraczają daleko poza wąsko rozumiane nauki humanistyczne. To humanista w pełnym znaczeniu tego słowa – zainteresowany człowiekiem i całą jego działalnością. Maja to manifest pisarza, który daje czytelnikowi sporą dawkę wiedzy antropologicznej, bawiąc się relacjami świata realnego i wykreowanego na potrzeby literatury, tak, jak miało to miejsce w Świecie Zofii, Przepowiedni Dżokera, czy Córce dyrektora cyrku.

Wyobraźmy sobie pisarza, który jedzie na wyspy Fidżi w poszukiwaniu inspiracji do nowej książki. Zbliża się przełom tysiącleci i wiele osób zmierza ku linii zmiany daty, która przechodzi przez nieliczne tylko wyspy na otwartym oceanie. Pisarz ten poznaje na Taveuni różnych ludzi – miejscowych i turystów: nowożeńców, badaczy i poszukiwaczy przygód. Dostrzega w swoim otoczeniu świat, który idealnie nadaje się na powieść.
Jednego z uczestników tego świata, norweskiego badacza gadów, Franka, angielski pisarz uczynił narratorem swojej książki. Książki, która stanowi wewnętrzną część Mai. John Spooke buduje swoją powieść, pisząc list w imieniu Franka skierowany do Very, jego żony. Frank i Vera nie są razem. Rozstali się po tragicznej śmierci pięcioletniej córki. Pisarz wykorzystuje tę historię, a także wydarzenia na Fidżi, do swoich celów. Trochę wymyślił, ubarwił, dopowiedział, może zgadł. Czytelnik tego nie wie. Z początku (nawet przez większą część powieści) myśli, że John cytuje, a nie pisze list Franka do żony.
Legenda miesza się z rzeczywistością, a świat opowiadany zaprzecza realnemu. Opowiadany to ten z listu. Realny – z prologu i posłowia, których narratorem jest pisarz John. Nie można jednak zapomnieć, że z perspektywy Gaardera John Spooke jest także powieściowym bohaterem. Sam w sobie jest literacki, fikcyjny. Nawet jeśli jego pierwowzorem był sam Gaarder. Na kanwie świata realnego, o którym opowiada Spooke, i którego elementy zawarte są w liście do Very, powstaje świat inny, w którym dzieją się niezwykłe rzeczy – tajemniczy bohaterowie, zaskakujące wyjaśnienia, postaci, które przemieszczają się w czasie. John zainspirował się rzeczywistością, by stworzyć coś nowego – tak, jak czyni to najczęściej każdy pisarz. Korzystając z realnej podróży na Fidżi napisał powieść niezupełnie realistyczną. John Spooke pokazuje odbiorcy nieco kulis tworzenia powieści. Tego, w jaki sposób można korzystać z własnych doświadczeń, z rysów i historii poznanych ludzi. Jak można wkładać bohaterom w usta słowa, których nigdy nie powiedzieli, a nawet uśmiercić żyjącą osobę. Pisarzowi przecież wolno. I nikt nie może mieć o to do niego pretensji.
A powieść Spooke’a jest naprawdę ciekawa. Nawet jeśli nieco irytują filozoficzne, pseudogłębokie wstawki, które kiedyś przykuwały moją uwagę podczas lektury każdej książki Josteina Gaardera. Książkę czytałam powtórnie, żeby ją skonfrontować z wrażeniami, które zostawiła po sobie jakieś 8-9 lat temu. Wciąż ją uważam za książkę bardzo dobrą. Jednak wtedy w ogóle nie zwróciłam uwagi na nietypową i ciekawie zaprezentowaną autotematyczność tej powieści.

Jostein Gaarder, Maja, tłum. Iwona Zimnicka, wyd. Jacek Santorski&CO, Warszawa 2007.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz