piątek, 17 stycznia 2014

Opisać tak, jak jest. W ostrym świetle – „Wiwisekcja"

Obszerność książki jest w tym przypadku zupełnie naturalna. Paręset stron jest konieczne, by z dokładnością naturalisty opisać życie malarza. Wiwisekcja, czyli testy na żywym stworzeniu, zachodzi tutaj w dwóch płaszczyznach. Dokonuje jej narrator na swoim bohaterze, Hurtle’u Duffieldzie, ale sam Hurtle, malując, właśnie w ten brutalny sposób odsłania wnętrza ludzi, komentuje i wyolbrzymia drobiazgi.
Australia, przełom XIX i XX wieku. Świat kontrastów społecznych. Biedni pracują u bogatych. Matka wielodzietnej rodziny utrzymuje dzieci, piorąc u bogatszych od siebie. Takich, co mają żyrandol i lustra. Hurtle jest jednak bardziej ambitny. Chce poznać świat bogatych, chce się uczyć. I malować. Państwo Coutney też chcieli mieć takiego syna. Zwłaszcza, że jedynaczka Rhoda, ze względu na słabe zdrowie i poważnie skrzywiony kręgosłup, nie spełniała oczekiwań. I tak chłopiec, zainteresowany sztuką, inteligentny, z biednej rodziny, stał się ich synem. Za pieniądze.
Jako malarz odrzucił nazwisko przybranych rodziców. Po pierwszej wojnie światowej stracił z nimi kontakt. Malował jako Duffield. Trochę mieszkał w Paryżu, ale wrócił do Australii – najpierw zaszył się w buszu, a później – już do śmierci – w zaniedbanym domu w Sydney. Sygnały o czasie akcji są znikome. O ile pierwsza wojna światowa jest zaznaczona wyjazdem młodego bohatera na front, o tyle druga – mija gdzieś niezauważona. Tylko wiele lat potem, gdzieś w zakładzie krawieckim bohaterowie natkną się na kobietę z wytatuowanym numerem. Wiadomo zatem, że wojna się skończyła.
W powieści najbardziej spodobało mi się naturalistyczne podejście do przedstawianych treści. Coś, co cały czas w literaturze może być tabu, jak na przykład czynności fizjologiczne, u White’a są naturalnym elementem świata. Brudne paznokcie Rhody, którą Hurtle spotyka po latach, są czymś nieuniknionym, skoro na starość dokarmiała bezpańskie koty końskim mięsem. Ale nie tylko te fragmenty rzeczywistości są poddane wiwisekcji. Proces malowania, opis mieszkania, opisy muzyki – to wszystko składa się na drobiazgowy obraz świata, w którym żyje malarz. Jego obrazy – od realistycznych szkiców ewoluują w stronę surowej abstrakcji, podkreślają to, co w ludziach wstydliwe i trudno dostępne.
To nie była męcząca książka. Porównując do Buddenbrooków T. Manna, także obszernej realistycznej powieści, White’a czyta się niezwykle lekko. Dodatkowym atutem jest Australia i jej specyfika, silnie obecna w Wiwisekcji.

Patrick White, Wiwisekcja, tłum. Maria Skibiniewska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2010.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz