sobota, 9 listopada 2013

„Pianistka” uwikłana w seksualność

Powieść austriackiej noblistki zaskakuje czytelnika, który nie spodziewał się po lekturze takich emocji. Duszna atmosfera uwięzienia w toksycznych relacjach z zaborczą matką połączona z intuicją językową autorki, którą doskonale słychać w polskim przekładzie Ryszarda Turczyna. „Słychać” nie jest tu przypadkowym słowem, ponieważ Pianistka to książka, w której muzyka stanowi więcej niż tylko tło wydarzeń.
Tekst może zaskoczyć. Wbić szpilę tam, gdzie czytelnik zupełnie nie był na to przygotowany. Obok podniosłości są kolokwializmy, obok sztuki – fizjologia. I to wszystko gra. Jak utwory Bacha i Chopina. W jednym zdaniu łączą się patos i jego zaprzeczenie, np. „Jeśli tylko pojawi się szemrzący strumyczek, z miejsca pija z niego świeżą wodę. Można tylko mieć nadzieję, że żadna sarenka do niej nie nasikała” (s. 41). Są też rymy, rzadko spotykane w prozie, np. „raz coś z brunetki, raz coś z blondynki, mężczyźni takie właśnie kochają dziewczynki” (s. 103). I gorzka ironia: „matka odmawia modlitwę do Jezusa, której nie słyszy nikt, łącznie z adresatem” (s. 260).
Główną bohaterką jest prawie czterdziestoletnia Erika, która mieszka ze swoją zaborczą matką. Starsza pani uważa, że córka jest jej własnością. Pozornie Erika się buntuje, ale w gruncie rzeczy taki układ jest dla niej bezpieczny. Wiek Eriki wraz z jej uwiązaniem do matki wydaje się czymś niepojętym. Panie nawet śpią w jednym, małżeńskim łożu, bo Erika nie może mieć łóżka w swoim pokoju. Erika jest nauczycielką gry na fortepianie. Zarabia na utrzymanie swoje i matki. Czasem wydaje pieniądze na przyjemności, z których nie wolno jej korzystać. Ma w szafie wiele modnych, nigdy nie założonych sukienek. Infantylną przyjemność sprawia Erice patrzenie na sukienki. Matce – ich niszczenie, na przykład wtedy, gdy Erika spóźnia się po pracy. Bo Erika nie może się z nikim spotykać. I nie wolno jej kusić strojem mężczyzn. Matka, która chciała zawsze ochronić Erikę od niebezpieczeństw i ukształtować ją na artystkę, którą nigdy nie została, zniszczyła życie córki. Brak osobistych przeżyć, niezaspokojenie seksualne, które mocno dawało się we znaki i myślenie przez pryzmat matki spowodowały, że Erika nie żyła swoim życiem. Nie wolno jej było przekładać przyjemności nad naukę gry na fortepianie. I tak, jak stroiciel przyjeżdża do instrumentu, tak matka czuła się w obowiązku nastrajać regularnie córkę, „ten uparty, łatwy do wypaczenia, żywy instrument” (s. 45).
Kiedy Eriką zainteresował się jej student, młodszy od nauczycielki o ponad 10 lat, czytelnik ma nadzieję na zmianę układu sił. Jednak wygodne życie Eriki, do którego nikt nie ma wstępu, połączone z jej fantazjami erotycznymi, są odstraszającą mieszanką. A może Erika podświadomie nie chciała nic zmieniać w swoim życiu, kierowanym odgórnie?

Wszystkie cytaty z: Elfriede Jelinek, Pianistka, tłum. Ryszard Turczyn, W.A.B, Warszawa 2004

4 komentarze:

  1. Moją próbę zmierzenia się z tą książką wspominam nie najlepiej. Być może z powodu recenzji mojej przyjaciółki zabrałam się za czytanie "Pianistki" już z pewnym uprzedzeniem. W każdym razie po lekturze kilku stron przyśniło mi się, że mam toksyczną matkę, która przywiązała mnie nagą do krzesła i wykłuła oczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. A udało Ci się dobrnąć do końca? Później w sumie niewiele się zmienia, ale mnie się spodobała taka udziwniona atmosfera Wiednia, podporządkowana górującej nad wszystkim matce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jestem pewna, czy udało mi się skończyć pierwszy rozdział. Błędem było na pewno to, że zaraz potem poszłam spać :P.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja może zupełnie inaczej do tego podeszłam - zapędy matki nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, skoncentrowałam się raczej na języku i tym, co mnie najczęściej interesuje w powieściach - konstrukcji narratora i samego tekstu. Co do "strasznej matki" - u Kundery (Życie jest gdzie indziej) jest dosyć podobnie zbudowana postać anty-matki, więc może dlatego nie zaskoczyło mnie takie podjęcie tematu, przełamujące polskie wyobrażenie o jej roli w życiu człowieka. Fakt, że jeszcze nie trafiłam na polską realizację przełamania stereotypu. A to mogłoby być ciekawe poznawczo ;-)

    OdpowiedzUsuń