piątek, 8 marca 2013

,,Lis już wtedy był myśliwym" Herty Müller

Gdzieś w stosie papierów z uczelni odnalazłam notatkę o książce Herty Müller, napisaną dwa lata temu na zajęcia. Nieważne. Ważne, że takie notatki pomagają mi radzić sobie z problemem pisania o książkach przeczytanych przed założeniem bloga.
Na książkę Lis już wtedy był myśliwym trafiłam przypadkowo. Powieść leżała w bibliotece jako jedna z tworzących stos wątpliwej wartości czytadeł. A ta proza wprawia w osłupienie. Szokuje. Trzyma w napięciu okrutnymi obrazami komunistycznego terroru, a nie akcją. Tej książka nie posiada wiele, ale brak wydarzeń jest jej mocną stroną.
Powieść nie ma liniowej budowy. Wydaje się, że wszystko w niej opisane trwa jednocześnie,
z pominięciem następstwa czasowego. Doba totalitaryzmu nie dzieli się na następujące po sobie godziny. Fabuła jest poszatkowana, pozornie nieskładna i przez to intrygująca.
Totalitaryzm odczłowiecza ludzi, zwłaszcza kobiety. Czyni to brutalnie, a Herta Müller napisała o tym (nie tylko w Lisie…) bez oporów. Autorka rozbiła świat na okruchy, którym wnikliwie się przygląda, ale których nie wyjaśnia. Całość jest doprawiona prozą poetycką, snującą swój oniryzm przez całą powieść. Ten sposób opisu rzeczywistości wzmaga rosnące w odbiorcy niedowierzanie i strach. Czytelnik staje się częścią tego zamkniętego, klaustrofobicznego świata, z którego nie można się wyrwać, bo nie wiadomo, czy coś poza nim istnieje.
Powieść H. Müller w tłumaczeniu Alicji Rosenau zadziwia, pozostawiając poczucie przerażenia i niepohamowaną ulgę, że ta rzeczywistość nas nie dotyczy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz