poniedziałek, 11 lutego 2013

,,Buddenbrookowie" Thomasa Manna

Moja styczność z powieściami naturalistycznymi obejmowała do tej pory jedynie fragmenty Germinalu E. Zoli oraz, przeczytaną z trudem, Madame Bovary G. Flauberta (czy zaliczać do tego niewielkiego grona Dżumę A. Camusa? nie jestem pewna). Dobrze, że nie wiedziałam, przed otworzeniem powieści T. Manna, że jest ona napisana w technice naturalistycznej, bo to pewnie zniechęciłoby mnie do niej. A byłby to błąd.
Powieść Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny ukazuje kilka dziesięcioleci istnienia szanowanego rodu, zamieszkałego w hanzeatyckiej miejscowości. Narrator śledzi stosunki w sferze mieszczańskiej, obrzędy (chrzciny, śluby, pogrzeby) czy słabości nękające jej przedstawicieli. Dokładnie opisuje nie tylko wnętrza domów, ale także rysuje postaci – zarówno ich wygląd, jak i charaktery. Jeśli ktoś miałby problem z odróżnieniem naturalizmu od realizmu, warto zwrócić uwagę na realistyczną pobieżność opisu postaci (jak wyglądają Wokulski czy Połaniecki? jaki mają odcień cery, kolor oczu, włosów? czy mieli we włosach siwe pasma? mieli wysokie czy niskie czoła? i dalej – jakie gesty były dla nich charakterystyczne? mówili wyraźnie, czy mieli wadę wymowy? wypowiadali się głośno i szybko czy cicho i spokojnie? na jakie dolegliwości zdrowotne cierpieli?). Od narratora powieści naturalistycznej czytelnik dowie się tego, co realista uznałby za zbędne, nazbyt dokładne. Dowie się, kto cierpi na jakie schorzenie (częste napady schizofrenii czy hipochondrii), w jaki sposób unosi brwi i co to oznacza. Dowie się, co czuje bohater i z jakich doświadczeń to wynika.
Naturalizm dużo bardziej niż w pierwszym, jest widoczny w drugim tomie (od 7. części), przedstawiającym równię pochyłą, po której stacza się rodzina. To praktycznie ciąg niepowodzeń, zmierzający do nieuchronnego braku męskiego przedstawiciela Buddenbrooków. Ostatnim silnym Buddenbrookiem był Tom, który, razem ze swoją siostrą Tonią, zajmuje zdecydowanie najwięcej miejsca na kartach powieści. Syn Toma, który zdominował swoją osobą ostatnie fragmenty utworu, nie nadaje się na kupca i jest to dla czytelnika jasne praktycznie od momentu pojawienia się Jana na świecie. Brat Thomasa prowadzi natomiast nieodpowiedni tryb życia, by uznać go za godnego kontynuatora tradycji kupieckiej.
Drugi tom zawiera mnóstwo obrazów, które są typowo naturalistyczne, napisane z drobiazgową dokładnością badacza, a nie tylko obserwatora. Czytelnik styka się z ciągiem dolegliwości i medycznych nazw, z brutalnym anatomicznym opisem śmierci starej konsulowej Buddenbrook. Są także wizyty u dentysty, zwyczajne, acz bolesne trudności w wstawaniu rano z ciepłego łóżka, niepominięty jest fakt, że jeden z bohaterów trafia w końcu do zamkniętego zakładu dla umysłowo chorych, wiadomo, z czego składają się zwyczajne, codzienne posiłki mieszczan. Ciekawym rozwiązaniem literackim, zastępującym właściwą akcję, jest opis etapów choroby, zajmujący pełen rozdział bez wskazania ze strony narratora, kto cierpi na tyfus. Czytelnik dowiaduje się tego kilka stron dalej, w kolejnym rozdziale. Część powieści dotycząca choroby, opiera się na uogólnieniach, a nazwisko lekarza znanego z kart powieści, owszem, pojawia się, ale z narratorskim podkreśleniem, że to tylko przykład doktora walczącego o jakiegoś pacjenta. Jednak naturalizm to nie tylko „biologiczny” aspekt powieści i jej bohaterów. To także zapis obserwacji i uczuć postaci, słuchających lub tworzących muzykę, czy skrupulatny opis dnia w szkole realnej, łącznie z zaznaczeniem, że opinia nauczyciela na temat uczniów zaszczepia się, bezwiednie, w nich samych.
Chciałabym uniknąć wywołania wrażenia, że powieść Manna składa się z opisów, bo to nieprawda. Jest to saga, w której czytelnik odnajduje przyspieszenia akcji, miłosne i handlowe zawody, pasję i nudę. Problemy finansowe sprzęgają się z podupadającym zdrowiem bohaterów, a wszystko jest skrupulatnie związane z ich wyraźnie naznaczonymi (coraz słabszymi) charakterami. W powieści nie ma nic zbędnego, każdy element – postać, wydarzenie – są konieczne, by akcja mogła toczyć się dalej, aż nieuchronnej utraty znaczenia rodziny Buddenbrooków.

1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń