poniedziałek, 5 stycznia 2015

Nienacki zaangażowany ideologicznie

Czy wiedzieliście, jak bardzo problematyczna ideologicznie jest proza Nienackiego? Tego od Pana Samochodzika? Z artykułu Marcina Sendeckiego, zamieszczonego w grudniowym numerze „Książek”, dowiedziałam się, że cykl, w którym zaczytywałam się jako podlotek (albo wcześniej, mniej więcej w wieku 9-12 lat), nad którym spędzałam wakacje, jest tworem PRL-owskim, pisanym praktycznie pod igłę systemu, a sam Nienacki z władzą dobrze sobie układał. Począwszy od „Wyspy złoczyńców”, śledziłam bohaterów harcerzy, a wydarzenia z przeszłości, o których wspomina narrator, ułatwiały mi naukę historii, która szła opornie, nawet bardzo. Mam na myśli choćby hołd pruski, czy inne fakty, które dzięki książkom mogłam kojarzyć z mapą Polski.
Czy poprawność zachowania bohaterów, przestrzeganie przepisów (biwakowanie tylko w wyznaczonych miejscach) i aktywne uczestnictwo w życiu społecznym (harcerstwo, koła zainteresowań, Liga Ochrony Przyrody) są czymś strasznym, co nie powinno być przekazywane młodemu pokoleniu? Przecież ja widziałam wtedy w tych książkach dobrą przygodę, dziecko nie zastanawia się nad ideologicznymi implikacjami i powiązaniami głównego bohatera z ówczesną władzą. Czy to źle? Czy Nienacki zrobił mi wodę z mózgu, bo wypożyczałam z biblioteki jego książki pod koniec lat 90.?
Artykuł Sendeckiego Pan Samochodzik i otchłań, czyli jak się nie przejechać z panem Tomaszem, jest na pewno wartościowym zbiorem informacji na temat dalszych losów cyklu – w tym masowej produkcji, inspirowanej głównym zarysem stworzonym przez Nienackiego we wsparciu ze wszystkimi innymi, którzy pisali dla niego. To wszystko jest przykre i pewnie powrót do książek Nienackiego nie miałby tego smaku, który miały pierwsze spotkania. Pewnie teraz, gdy przybyło mi trochę lat, irytowałoby mnie ideologiczne zaangażowanie powieści, do których nigdy już nie wróciłam. Tak właśnie pisze Sendecki: „flagowe dzieło [Nienackiego], które przy rewizycie wygląda coraz bardziej paskudnie”. Jednak czy jest szkodliwe dla młodego czytelnika?
 
Marcin Sendecki, Pan Samochodzik i otchłań, czyli jak się nie przejechać z panem Tomaszem, „Książki” 4 (15)/2014, s. 62-63.

4 komentarze:

  1. Myślę, że masz rację. Dziecko nie zastanawia się nad polityką, bo się na niej nie zna. Podoba się to co wpływa na wyobraźnię, a do jakichkolwiek przemyśleń dochodzi się kiedy się dorasta i ma się tyle czasu i szczęścia, żeby powrócić do lektury z lat szczenięcych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego właśnie myślę, że taki krytykowany Nienacki nie ma złego wpływu na młodzież. Jeśli jego książki promują harcerstwo czy uczestnictwo w przedsięwzięciach dla wspólnoty, to przecież nie jest to nic złego. Kwestia tylko, jaki system polityczny za tym stoi. Jednak czy na etapie czytelnika 10 czy 12-letniego jest on rozpoznawalny?

      Usuń
  2. Może i dzieci nie potrafią świadomie nazywać niektórych zjawisk, ale na pewno pewne schematy narracyjne, przedstawianie jednych zachowań/cech zewnętrznych jako złe/niepożądane, a innych jako dobre/wymagane jakoś na nie wpływają. Ekspertką nie jestem, więc nie będę wchodzić w szczegóły. ;)
    W podstawówce próbowałam się zaprzyjaźnić z panem Samochodzikiem, nie wyszło, bo nie było tam fajnych dziewczynek. Zawsze miałam tak - i cały czas mam - że przyjemniej mi się poznaje historie, gdzie są bohaterki, z którymi mogę się w jakimś stopniu utożsamić. ;) Wolałam więc Pippi, Dorothy Gale, Matyldę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś do 10 r. ż. nie potrzebowałam dziewczyn w książkach, nie przeszkadzało mi utożsamianie się z chłopakami ;-) Później już problemem stało się czytanie bardzo chłopięcych książek, np. "Sposobu na Alcybiadesa".
      Jeśli chodzi o Twoją pierwszą część wypowiedzi, to (choć także nie jestem ekspertką) podobnie jak Ty uważam, że na młodego czytelnika duży wpływ mają zaproponowane w powieściach dla młodzieży opozycje zjawisk dobrych i złych. Ja po przeczytaniu kilku książek Nienackiego chciałam zapisać się do harcerstwa, działać na rzecz zwierząt, pomagać w nauce młodszym i słabszym uczniom, bo w jego książkach było to przedstawione jako bardzo atrakcyjne. Czysty socjalizm, prawda? ;-)

      Jednak dziecko nie czyta bezrefleksyjnie. W książkach Nienackiego narrator niejednokrotnie wykpiwa kobiety-naukowców. Jednak nie sprawiło to, że przestałam się uczyć i porzuciłam kółka przedmiotowe, a już wtedy chodziło mi po głowie jakieś zaangażowanie naukowe. Czytelnik wybiera sobie z książek to, co mu w nich pasuje. Nawet młody. Jeśli coś będzie sprzeczne z jego podejściem (jak u mnie-byłam 10-letnią ambitną dziewczynką), ułoży to sobie po swojemu (nie utożsamiałam się z tymi kobietami, ale z harcerzami).

      Usuń