sobota, 29 marca 2014

Brown siedzi w Pradze, czyli Magda już czeka na nową książkę

http://bestsellery.net/autor/397/dan-brown.html
Tak sobie właśnie przeglądałam kupiony przed miesiącem marcowy numer „Książek”. Dopiero teraz znalazłam chwilę, żeby do niego zajrzeć. A ponieważ mam dziwny zwyczaj przeglądania gazet od końca, szybciej niż na tytułowego Kafkę trafiłam na wywiad z Danem Brownem. Do artykułu z okładki może kiedyś zajrzę, ale Kafka, którego przeczytałam tylko Proces, nigdy mnie szczególnie nie fascynował.
Zatem Brown i wywiad udzielony Wojciechowi Orlińskiemu. Pierwsza wiadomość płynąca z wywiadu, która jest ważna dla fanów Browna, do których sama się zaliczam, jest taka, że autor spędził nieco czasu w Pradze i zwiedzał system kanalizacyjny miasta. To oznacza nie tylko, że Praga będzie elementem układanki w kolejnej książce, ale także to, że kolejna książka powstaje. Co mnie osobiście bardzo cieszy, bo choć jest ciasno, to miejsce dla Browna zawsze się znajdzie. Dla Umberto Eco i Antoniego Libery też (na szczęście nie piszą w tempie trzech książek rocznie), ale to temat na inny wpis.
Wiedzieliście, że powieści Browna krytycy zaliczają do literatury lotniskowej czy pociągowej? Ja nie wiedziałam. Brown wiedział, ale się tego nie wstydzi. Nie wstydzi się tego także lubiący jego prozę Wojciech Orliński.

http://booklips.pl/przeglad/prasa/ksiazki-magazyn-do

-czytania-nowy-numer-juz-jutro-w-kioskach/
Całkiem zgrabny acz obszerny wywiad, z którego dowiadujemy się, że Brown stuka w klawiaturę przed świtem, a jak skończy pisać, to odpręża się wisząc głową w dół (każdy ma swoje dziwactwa, ja na przykład w dzieciństwie kolekcjonowałam świnki). Czytamy także, że z zawodu jest nauczycielem (brak informacji o nauczanym przedmiocie, wikipedia mówi o matematyce) i że próbował swoich sił jako piosenkarz i satyryk. Co mnie zdziwiło – że Cyfrowa Twierdza jest jego pierwszą powieścią, ale nie pierwszym wydanym tekstem. W 1995 roku napisał „187 mężczyzn, których należy unikać – Przewodnik dla romantycznie sfrustrowanych kobiet”. Pisarz mówi w wywiadzie, że zarobił na nim równowartość swojej rocznej pensji nauczyciela.
Pisarz chce wykorzystać ten wywiad do tego, by powiedzieć światu (dobra, nie oszukujmy się – polskiemu odbiorcy, i to takiemu, który czyta książki i „Książki”), że uważa, że jako pisarz zarabia za dużo w odniesieniu do zarobków nauczyciela. Natomiast Orliński manewruje w stronę roli tak popularnego pisarza jako głosu w dyskursie publicznym. Brown odcina się od tego, z czego nie rezygnuje J.K. Rowling – czyli korzystania ze znanego nazwiska, by zwrócić uwagę na problemy społeczne. Ale nie oszukujmy się – czym innym jest autorka Harry’ego Pottera, która mówi, że dzięki zasiłkowi mogła pisać i płacić podatki, a czym innym Brown, który zacząłby, nie daj Boże, mówić o przeludnieniu czy problemie inwigilacji państwa w prywatne życie obywateli. Niech on lepiej pisze kolejną powieść.

Wojciech Orliński, J. K. Rowling, kocham panią!, (wywiad z Danem Brownem) „Książki” 2014, nr 1(12) s. 60-63.

niedziela, 23 marca 2014

Nadine Gordimer, Zapach kwiatów i nudy

Wreszcie skończyłam czytać zbiór opowiadań Nadine Gordimer, Zapach kwiatów i śmierci. Może każde z tych opowiadań było znośne, ale zestawienie ich w jedną całość ziało nudą. Książka, która liczy ponad 400 stron, ma pokazywać – jak mówi o niej sama autorka – rozwój pisarza oraz zmiany światopoglądowe, jakie zachodzą w twórcy oraz społeczeństwie, w którym on przebywa. Chodzi o społeczeństwo Republiki Południowej Afryki i relacje Białych i Czarnych. Oglądane z perspektywy Białej kobiety. Szczerze? Zmiana może i jest, ale niemiłosiernie rozciągnięta w czasie lektury. To nie jest przecież książka, którą czyta się jednym tchem.
Narratorzy tych opowiadań są różni. Czasem nawet są tubylcami. Czyli Murzynami. Jednak czytelnik cały czas ma wrażenie, że osoby, które się wypowiadają  tych tekstach w mniejszym lub większym stopniu czują się lepsi – gdy są Białymi, lub gorsi – gdy są Afrykanami.
Spośród tych tekstów wyróżniają się te, które nie poruszają kwestii relacji między ludźmi dwóch ras. Te, które są po prostu utworami o ludziach – którzy kochają, kłamią, boją się. Którzy próbują radzić sobie z tragedią biedy czy kalectwa i ze śmiercią bliskich osób. W pierwszym momencie spore wrażenie wywarł na mnie utwór, w którym biała kobieta, dziedziczka, rozmawia z córką swojej zmarłej służącej. Kobieta nie wyobraża sobie, w jaki sposób mogłaby pomóc dziewczynie. Widać, że chce to zrobić, ale nie robi niczego konkretnego. Wyciąga tylko z szafy stare, już nienoszone ubrania i daje do zjedzenia kanapki. Zachowanie białej bohaterki było tak beznadziejne w odniesieniu do sytuacji Murzynki, tak smutne, że aż irytujące. Inny przykład – pracująca u Białych Murzynka  w ciąży rodzi sama, zabija dziecko i następnego dnia wraca do pracy. Podczas sprawy w sądzie biegły mówi, że w przypadku Europejki nie byłoby to możliwe, ale Czarni są inni i kobiety są mocne. Jak zwierzęta. Czy takie zatwierdzanie stanu istniejącego ma poprawić sytuację Afrykanów? Czy rzeczywiście uruchamia/ uruchomiło proces zmiany? Nie jestem pewna.

Nadine Gordimer, Zapach kwiatów i śmierci, tłum. A. Glinczanka, B. Kluczborska, P. Niklewicz, Książka i Wiedza, Warszawa 1984

poniedziałek, 10 marca 2014

Dramat polityczny, dramat grup i jednostek – Matt Mayevsky, „Homoseksokracja”

Rzeczywistość, jaką dla swojej powieści wybrał Matt Mayevsky, świat homoseksualnych, stała się przyczynkiem do analizy antagonizmów, jakie mogą się pojawić w każdym społeczeństwie. To spory nie tylko polityczne, ale też płciowe, rodzinne i pracownicze. Problemy, z jakimi mierzą się bohaterowie Homoseksokracji, nie są odrealnione dla przeciętnego odbiorcy, mimo ich umieszczenia w społeczeństwie zarządzanym elektronicznie.
Czytając Homoseksokrację nie można uciec od skojarzenia z Nowym wspaniałym światem Huxleya (recenzja tutaj). Autor nie odżegnuje się od spuścizny antyutopii z lat 30. i sam się do niej odwołuje, na przykład w słowach wypowiadanych przez jedną z bohaterek: „Razem stworzymy nowy, wspaniały świat, bez taryfy ulgowej”. Ponadto Homoseksokracja także na innych płaszczyznach wyraźnie koresponduje z tą książką, która stanowi klasykę gatunku. Kontrola urodzin, nadzór nad zachowaniami, polityka, która wnika głęboko w życie obywateli i nim steruje, a także sam klimat powieści – są wspólne Mayevsky’emu i Huxleyowi. Obawy społeczne, mimo kilku dziesięcioleci, jakie minęły od wydania Nowego wspaniałego świata, są wciąż aktualne.
Nie ukrywam, że science-fiction nie jest tematyką, w której czuję się najlepiej. Jednak Mayevsky niejednokrotnie mnie zaskoczył i zrobił to nadzwyczaj błyskotliwie. Nawet jeśli początkowo musiałam się przyzwyczaić do wszystkich substytutów znanej nam rzeczywistości, nazywanych analogicznie, ale z przedrostkiem holo-. Całość ma jednak ponadczasowy sens. Poszukiwanie nowych metod kontroli, niezależnie od ich nazw, to studium władzy, która chce sprawować ścisły nadzór. Świat, w którym ludzie są naszpikowani elektroniką, jest wygodny dla rządzących. Umożliwia głęboką inwigilację obywateli. Bunt wobec chipów rodzi się dopiero w sytuacji kryzysu politycznego.
Wszelkie podziały w tym świecie opierają się na opozycji płci i orientacji seksualnych. Odwrócony porządek pokazuje, jakie zagrożenia niosą ze sobą przemiany, które obserwujemy obecnie. Mayevsky na początku powieści podsumowuje wydarzenia ostatnich lat i miesięcy, które świadczą o tym, że jesteśmy świadkami zmian. Do silnego głosu dochodzą homoseksualni, którzy wcześniej byli dyskryminowani. Brak równowagi jest destrukcyjny dla przedstawicieli obydwóch trendów – homofobii i heterofobii.
Homoseksualizm jako dominująca orientacja seksualna i heteroseksualizm jako retro-orientacja są jedynie sposobem ukazania powszechnych obaw społecznych. Chęć niszczenia opozycyjnych grup interesów jest właściwa człowiekowi niezależnie od tego, z kim się identyfikuje. Dyskryminowani chcą dyskryminować, a napięcia narastają w przełomowych dla społeczeństwa chwilach, na przykład tuż po dramatycznych zamachach, które dzielą jednych, a jednoczą innych.
Nie dziwi zatem niewypowiedziana refleksja, kończąca tę obszerną książkę – kolejni, którzy przejmą władzę, też nie będą obojętni i nie będą chcieli zachować status quo ustalonego przez poprzedni system. Wysuną swoje racje, niszcząc innych. Nawet jeśli robią to, w ich mniemaniu, dla dobra społecznego i tak zwanych „wyższych wartości”.
Dramatyczne chwile, wątki kryminalne, miłosne i polityczne, sprawiają, że Homoseksokracja, mimo trudnej tematyki, jest książką przyjazną czytelnikowi (co mnie zdziwiło). Jej objętość pozwoliła natomiast na pogłębienie refleksji i na nieuciekanie się do chwytliwych i krótkoterminowych prognoz, co jest jej dużą zaletą. To właśnie ta cecha wyróżnia powieść Mayevsky'ego spośród tych wszystkich, które uciekają od pogłębionych analiz i prognoz na rzecz krótkich ocen, których obecność w mediach nie jest problematyczna. Polecam Homoseksokrację wszystkim, którzy lubią poznawać różne punkty widzenia i nie boją się nieoczywistych fabuł.

Nad powieścią objęłam patronat medialny. Wywiad z autorem tutaj. Za książkę dziękuję Autorowi.

Matt Mayevsky, Homoseksokracja, Foreknowledge Ltd., Londyn, 2014.