niedziela, 26 stycznia 2014

Pogubiona, poplątana, zaczytana

Porządek. Zawsze starałam się działać według jakiegoś planu. A przynajmniej ten plan tworzyć. W każdej dziedzinie życia - od listy zakupów, przez listę rzeczy, które trzeba spakować przed jakimkolwiek wyjazdem, a nawet zadań domowych, które wypadałoby wykonać po przyjściu do domu, aż po... Nie, nie znajdę granicy tego mojego planowania. 
Aż tu ostatnio, do dziedziny życia, którą stosunkowo łatwo jest zaplanować, wkradł się jakiś chochlik. I najwyraźniej ma wielki ubaw z mojego miotania się. To zupełnie nie w moim stylu. 
Nie chodzi o szukanie stażu, nie... W tym przypadku zaplanować mogę jedynie terminarz wysyłek e-maili z cv. Chodzi o coś, co wrosło w moją tkankę życia. O literaturę.
Wystrzegałam się czytania kilku książek jednocześnie, ponieważ zdarzało się, że zapominałam o którejś z nich, a po kilku miesiącach trafiałam na zakładkę w środku książki. Deprymujące. Jednak, z niewyjaśnionych przyczyn, właśnie ostatnio zaczęłam czytać w ten strasznie nieuporządkowany sposób. 
Zaczęło się przed świętami od opowiadań Nadine Gordimer. Zapach kwiatów i śmierci to zbiór ciekawy, ale przez to, że jest zbiorem właśnie, nie zmusza do czytania od początku do końca. Kilka opowiadań z niego musiałam przeczytać na zajęcia, a resztę chcę poznać po to, by nie zostawić książki niedoczytanej. Tylko że niedługo po Zapachu... do przeczytania miałam genialną Wiwisekcję. Zapach... poszedł w odstawkę, żeby mieć czas na zmierzenie się z tą ciężką do noszenia cegłą.
Z rozwiązaniem (noszenia cegły) przyszedł mój bardzo życiowy narzeczony, wręczając mi czytnik. Super. Najpierw dziwne uczucie (czytam książkę, nie trzymając jej w ręku), następnie euforia: mogę trzymać go w jednej ręce, mogę wygodnie czytać w tramwaju Wiwisekcję, a na dźwiganiu tego tomiszcza nie cierpią moje plecy. Mogę czytać pod ławką na nudnych zajęciach i nie muszę przekładać kartek, co czasem bywa kłopotliwe, ze względu na małą przerwę między blatem a moimi założonymi noga na nogę kończynami.
Czytnik jednak wywołał kolejny przypływ lektur czytanych jednocześnie. Wgrałam kilka plików i od razu chciałam zobaczyć, jak się prezentują, co poskutkowało czytaniem. Trochę tego, trochę tamtego.
W weekendy u rodziców też podjadam. Tym razem nasunęła mi się odgrzewana lektura, gdzieś sprzed mniej więcej 8 lat - Maja Gaardera. Poza tym, z myślą o mojej pracy magisterskiej, czytam świetnie napisaną i przekrojową książkę Kingi Dunin, Czytając Polskę. Natomiast do ubiegłotygodniowego egzaminu miałam zapoznać się z Kontuzjowanym mocarstwem Lubowskiego, którego jeszcze nie skończyłam czytać. Skończę bez bólu. Zostało niewiele.
Wnioskuję do samej siebie o opamiętanie i zrobienie z tym wszystkim porządku. Obiecuję poprawę, dokończenie zaczętego i spokojne zaplanowanie tego, co będzie dalej.

PS. Plany czytelnicze rzadko realizuję tak, jak je widzę, jednak poprawą byłoby chociaż ograniczenie się do maksymalnie dwóch pozycji czytanych jednocześnie. Teraz czuję, że mam wokół siebie jakiś rozgardiasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz