środa, 25 grudnia 2013

Bez wyjścia z konsumpcjonizmu - George Ritzer

Oprócz książek, o których coś wystukam na blog, czytam także sporo innych lektur – przede wszystkim na uczelnię. Wśród książek z zakresu socjologii czasem zdarzają się takie, które czyta się lżej niż niejedną beletrystykę. Tak jest na pewno z Telefonem komórkowym Paula Levinsona i właśnie z Magicznym światem konsumpcji George’a Ritzera. I tak zamiar przeczytania trzech rozdziałów zakończył się przeczytaniem całej, niegrubej zresztą, pozycji.
Masa ciekawostek o McDonald’s i Disneyu, historia powstania centrów handlowych i sporo o samym mechanizmie konsumpcji, są materiałem ciekawym, mimo że dotyczą sytuacji w USA sprzed kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu lat. Pewne reguły dopiero od niedawna widać w Polsce, a inne – w ogóle są na nią nieprzekładalne, co oczywiste.
O ile w Stanach Zjednoczonych wielkie centra handlowe ominęły początkowo największe miasta, a umiejscowiły się w tych mniejszych, o tyle w Polsce to właśnie największe miasta przyciągały mieszkańców województwa do pierwszych galerii handlowych.
Najpierw była Galeria Łódzka i Manufaktura, a później Focus Mall w Piotrkowie Trybunalskim. Co ciekawe, dla wielu mieszkańców Piotrkowa wciąż zakupy w Łodzi są „lepsze” niż te na miejscu. Kwestia nowego nurtu w turystyce, jakim są wyjazdy do centrów handlowych, są także elementem omówionym u Ritzera.
Najciekawszym z omówionych zjawisk okazała się dla mnie kwestia atrakcyjności symulacji. Miejsca związane z konsumpcjonizmem wykorzystują fakt, że symulacja jest bardziej atrakcyjna od oryginału. Sztuczna przestrzeń, na przykład wyspa, która należy do korporacji turystycznej, jest czysta i dostosowana do potrzeb bogatych turystów. „Prawdziwa” wyspa, z tubylcami, niebezpiecznymi targami rozmaitości i pełna śmieci, nie jest już tak ciekawa. Przyjrzenie się powiększonej kopii Sfinksa w Las Vegas wielokrotnie stawia prawdziwą, niższą rzeźbę, na straconej pozycji. W parkach rozrywki, na przykład tych należących do Disneya, symulacja dominuje nad prawdziwością. Sztuczne drzewo i rzeźbami afrykańskich zwierząt jest bardziej atrakcyjne od prawdziwego, gdzieś na sawannie, bo pewnie na tym prawdziwym nie siedziałyby jednocześnie różne gatunki małp i ptaków. Tym samym bardziej intensywne reakcje budzą w odbiorcach wyolbrzymione kopie i w wielu przypadkach staje się już niemożliwe czerpanie satysfakcji z oglądania prawdziwych eksponatów, rzeźb czy pomników przyrody. Młode pokolenie, wychowane na symulakrach, jakimi są na przykład filmy czy gry komputerowe, może poszukiwać w rzeczywistości tylu barw i takiego tempa wydarzeń, które zna z tych zamienników. Tym sposobem przedmiot konsumpcji, który jest symulacją, może stać się niebezpiecznym zamiennikiem, o czym przekonują przecież historie uczestników kolejnej machiny konsumpcyjnej, jaką są kasyna.
Ritzer wielokrotnie powraca do tych samych, dobrze znanych przykładów, co niektórzy mogą uznać za wadę tej książki. Te same świątynie konsumpcji są pretekstem do przedstawienia wielu zjawisk socjologicznych. Dla mnie może niepotrzebne jest obszerne podsumowanie, które – przy tej objętości książki – nadaje się do pominięcia, jeśli ktoś ją przeczytał od razu w całości.

George Ritzer, Magiczny świat konsumpcji, tłum. Ludwik Stawowy, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2004.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz