niedziela, 29 grudnia 2013

Podziękowania, plany i inne

Dzisiaj blog Magda siedzi między książkami obchodzi swoje pierwsze urodziny. Chciałam podziękować wszystkim, którzy tu zaglądają, a już najbardziej - komentującym. Każda reakcja na wpis niezmiernie mnie cieszy. Jak już niejednokrotnie wspominałam, mój apetyt rósł i rośnie w miarę jedzenia, czyli wzrastającej z miesiąca na miesiąc liczby otworzeń. Moje plany - czytania więcej i pisania częściej w kolejnym roku - mają pewną szansę na realizację, ale wolę nie obiecywać bardziej intensywnego blogowania. Czas pokaże, tak jak z robioną na bieżąco listą pt. "Koniecznie przeczytam", ile z tych założeń uda się wprowadzić w życie. Zwłaszcza, że przede mną ostatni semestr studiów i pisanie (na szczęście zupełnie niedziennikarskiej) pracy magisterskiej. Proszę, trzymajcie za mnie kciuki.
A ja wszystkim, którzy czytają moje wpisy, życzę spełnienia marzeń w Nowym Roku i czasu na odpoczynek przy książce.

Inspirując się blogiem Nai, która w ubiegłym roku opublikowała listę najśmieszniejszych/najbardziej zaskakujących haseł wyszukiwawczych, po których jakiś użytkownik Internetu dotarł do jej bloga, zrobię to samo:

nie czytanie książek (oj, chyba ktoś się zawiódł, że trafił na blog o literaturze, przykra sprawa)
czytanie tu chodzi (gratuluję sobie, skoro chodzi, to znaczy, że jest żywe)
andre gide i jemu podobni (czyli kto?)
dol panu (hm... nie wiem jak skomentować ten przejaw językowej moderny)
wilk hemafrodyta (a to ci dopiero stwór)
król lew blogspot erotyczne (chodzi o przytulańce Simby i Nali?)

Źródło: http://hanaaa86.wrzuta.pl/obraz/91p7R2YNeNQ/simba_i_nala_2

Dziękuję Wam wszystkim i zapraszam na ciąg dalszy przygody.

środa, 25 grudnia 2013

Bez wyjścia z konsumpcjonizmu - George Ritzer

Oprócz książek, o których coś wystukam na blog, czytam także sporo innych lektur – przede wszystkim na uczelnię. Wśród książek z zakresu socjologii czasem zdarzają się takie, które czyta się lżej niż niejedną beletrystykę. Tak jest na pewno z Telefonem komórkowym Paula Levinsona i właśnie z Magicznym światem konsumpcji George’a Ritzera. I tak zamiar przeczytania trzech rozdziałów zakończył się przeczytaniem całej, niegrubej zresztą, pozycji.
Masa ciekawostek o McDonald’s i Disneyu, historia powstania centrów handlowych i sporo o samym mechanizmie konsumpcji, są materiałem ciekawym, mimo że dotyczą sytuacji w USA sprzed kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu lat. Pewne reguły dopiero od niedawna widać w Polsce, a inne – w ogóle są na nią nieprzekładalne, co oczywiste.
O ile w Stanach Zjednoczonych wielkie centra handlowe ominęły początkowo największe miasta, a umiejscowiły się w tych mniejszych, o tyle w Polsce to właśnie największe miasta przyciągały mieszkańców województwa do pierwszych galerii handlowych.

niedziela, 22 grudnia 2013

Zemdlona erotyzmem według Jastruna

Kiedyś, jeszcze w liceum, trafiłam na Sen nocy zimowej Mieczysława Jastruna. I tak już zostało, że to nazwisko kojarzy mi się właśnie z warszawskimi Łazienkami ukazanymi w nieco niepokojącej, zimowej odsłonie. Chyba przez skojarzenie z tym utworem, sięgnęłam po zbiór opowiadań jego syna, Tomasza. Gorący lód jest jednak nieco powierzchowny i czytany od początku do końca po prostu mdły.
Być może wynika to z pobieżności, jaką narzucił sobie Tomasz Jastrun, mieszcząc na 300 stronach 29 utworów. Najbardziej przeszkadzało mi w nich bardzo jednokierunkowe spojrzenie na ich przewodni temat. Stosunki płciowe są tu pokazane najczęściej jako zdrada, sfera niespełnienia lub aktywności, która nie ma oparcia w sferze uczuciowości. Powracające jak motyw muzyczny w Bolero Ravela elementy są męczące, a całość przygnębiająca brakiem jakiejś wyraźniejszej iskry. Delikatny język, spora doza łagodności werbalnej kłóci się z brutalnością i łamaniem barier, o których miały opowiadać te miniatury. Owszem, poruszenie tematu perwersji na polskim gruncie, nie tylko współcześnie, ale także w minionym systemie, jest jakąś wartością dodaną. Jednak według mnie te opowiadania są za mało erotyczne, by traktować je wyłącznie jako takie, i za mało refleksyjne, by szukać w nich głębszego dna. Jest to tekst, który po prostu jest, a niewiele wnosi. Coś, co najbardziej przeszkadzało mi w lekturze już mniej więcej po trzecim utworze, to nagły, pozbawiony szczególnie wyraźnej puenty, koniec większości opowiadań. Taki spadek od punktu kulminacyjnego, który w żadnym wypadku nie jest szokujący, do poziomu poniżej zera. I właśnie ten spadek wywołuje uczucie zemdlenia prozą Jastruna. I pozostawia poczucie miałkości.
Być może każde z tych opowiadań, gdybym przeczytała je w oderwaniu od siebie, osobno, wywołałyby lepsze wrażenie. Elementy zaskakujące przecież w nich istnieją. Tyle że w całości tworzą pewien constans. Wyróżnia się wśród nich nieznacznie chyba tylko Noc, opowiadanie, którego akcja dzieje się w noc wprowadzenia stanu wojennego. Może właśnie dlatego, że oprócz kontekstu zdrady małżeńskiej, ma wyraźną wartość dodatkową – obrazek z tamtego okresu.

Tomasz Jastrun, Gorący lód, Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 2007

środa, 11 grudnia 2013

Mistyka nie dla mnie

Nie cierpię czytać książek we fragmentach. Stąd pomysł, że skoro na zajęcia mam przeczytać trzy rozdziały, to - a jakże! - przeczytam całą. Nie, nie dałam rady. Mistyka kobiecości, napisana na początku lat 60. XX wieku przez Betty Friedan, to czołowa książka drugiej fali feminizmu. Kobiety, które zostały wtrącone do roli matek, sprzątaczek, kucharek i opiekunek, którym mówiło się, że na tym polega mistyka bycia kobietą, są sfrustrowane. Friedan mówi, że to przez to, że życie Amerykanki na przedmieściach w dostatku, ale bez własnych zainteresowań, jest przyczyną problemów psychologicznych bardzo dużej grupy społecznej.

Betty Friedan (1921 - 2006)
http://cognoscenti.wbur.org/2013/02/20/feminine-mystique-caryl-rivers
Problem polega na tym, że kobiety uzyskały wykształcenie w college'u i inteligencją dorównują swoim pracującym mężom, ale zostały wyuczone myślenia o sobie wyłącznie w kategoriach kury domowej. W imieniu tych kobiet występuje Friedan, która wynosi ten problem z kuchni do przestrzeni publicznej. Kobieta ma się realizować zawodowo i nie sprowadzać swojego życia wyłącznie do funkcji biologicznej. Chwała Friedan za to! Jednak forma, w jakiej całość jest napisana, ukazująca kobiety jako pionki, które potrzebują rzecznika, jest dla mnie wymuszona. I, co tu dużo mówić, obraźliwa dla kilku grup kobiet: dla tych, które lubią bycie gospodynią domową, dla matek, których córki zostały gospodyniami domowymi, oraz dla kobiet, które uważają karierę za coś naturalnego i wcale nie potrzebują osoby, która wytłumaczy mężczyznom, że jej praca nie jest równoznaczna z utratą kobiecości. Bo pewnie mało kto by tak pomyślał. Owszem, istotny jest tutaj kontekst kulturowy, kwestie wychowawcze, różnice w edukacji i moda na marzenie o spokojnym życiu w dużym domu na przedmieściach. Błędne koło.
I jeszcze to, że odpowiedzialność za tę sytuację ponoszą wszyscy, ale nie same kobiety, które zrezygnowały z kontynuowania nauki i z pracy zawodowej. Wciąż powtarzana teza o zmarnowanym potencjale społecznym i o "nienazwanym problemie" (czyli frustracji wynikającej z tego, że niby wszystko jest w porządku, a jednak nie jest), była dla mnie męcząca. Czy przypadkiem nie jest tak, że jeszcze bardziej sfrustrowane są kobiety, które zajmują się domem i dziećmi, ale także pracują? Tylko że o tej grupie społecznej u Friedan ani mru mru. Dzięki temu łatwo jest jej utrzymać ciąg przyczynowo-skutkowy i mówić o tych biednych kobietach wtłoczonych w role biologiczne. Słowem - odpuściłam sobie czytanie całości po połowie książki. Na szczęście nie jest fabularna, więc nie mam wyrzutów sumienia. Nie jestem wyznawczynią owej mistyki kobiecości, ale Mistyka kobiecości też nie jest dla mnie. Feministki chyba zapominają, że jest wiele odcieni szarości.

Betty Friedan, Mistyka kobiecości, tłum. Agnieszka Grzybek, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012.

niedziela, 8 grudnia 2013

Dobry pisarz nie siedzi na fejsie

Słyszeliście kiedyś o Jonathanie Franzenie? Ja nigdy. Tak, wiem. Na  świecie żyję krótko, a moje zainteresowania to literatura polska, nie amerykańska. Ale ok, wierzę, że to autor bestsellerów i w ogóle geniusz. Otóż przeczytałam właśnie wywiad Katarzyny Surmiak-Domańskiej z tym autorem, zamieszczony w grudniowym numerze „Książek”. Tytuł tekstu: Nasza zagłada nadejdzie online. Temat: przede wszystkim stosunek do aktywności na portalach społecznościowych. Radykalne diagnozy. I doza snobizmu.

środa, 4 grudnia 2013

Zrozumieć, nie usprawiedliwiać – „Przypadek Adolfa H.”

Prowadzona dwutorowo powieść Érica-Emmanuela Schmitta pokazuje losy Adolfa Hitlera od momentu egzaminów wstępnych na wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jest także próbą napisania hipotetycznej biografii tego samego człowieka, który dostał się na studia malarskie i nigdy nie zajął się polityką.
Dużą wartością powieści jest równoległość narracji, a także budowanie napięcia pomiędzy dwoma, oddalającymi się od siebie, bohaterami. Hitler nie zdaje sobie sprawy ze swojej ułomności, jaką jest niemożność zbudowania relacji międzyludzkiej, a Adolf H. trafia z tym do doktora Freuda. Hitler podczas I wojny światowej działa sam, nie zaprzyjaźnia się, pracuje na swój własny rachunek jako posłaniec rozkazów, a Adof H, cały czas walczy u boku swoich przyjaciół i o nich pamięta. Hitler nie chce się przyznać do swojej porażki, wiedzie życie kloszarda i rozbudza w sobie nienawiść do nie-aryjczyków. To skutkuje przerodzeniu się żołnierza w wielkiego mówcę, który odwołuje się do najgorszych emocji, tkwiących w tłumach. Adolf H. nie rozumie antysemityzmu i nie chce go pojąć, żyje wśród cielesnych uciech, pozostaje Austriakiem i zaczyna zarabiać jako surrealista.