sobota, 27 lipca 2013

„Wyznaję” Jaume Cabré – pielgrzymka do prawdy

Na wstępie uprzedzam, że ta notatka zawiera informacje o tym, jak kończy się książka. W tej powieści nie chodzi jednak o zakończenie, ale o proces czytania. Zupełnie tak, jak w pielgrzymowaniu chodzi o to, żeby iść, a nie o to, żeby wrócić do domu.
Cabré napisał powieść, która mnie wielokrotnie zaskakiwała. Obszerna objętością, kryje w sobie mnóstwo wyjątkowych zabiegów kompozycyjnych. Idzie na przekór przyzwyczajeniom czytelniczym. Powieść jest retrospektywna, stanowi olbrzymich rozmiarów list, który główny bohater, Adrian Ardévol, pisze do swojej zmarłej partnerki, Sary. Pisze, ponieważ ma świadomość, że choroba niedługo zupełnie zniszczy jego umysł. To nie jest nic niezwykłego. List ten jest życiorysem Adriana. Czytelnik poznaje go jako chłopca zaniedbywanego przez uległą matkę i ojca, który wywoływał w jedynaku strach. Adrian miał się uczyć języków, bo tego chciał ojciec. I uczył się. Całe życie. Grał też na skrzypcach.
Skrzypce. To one są przedmiotem, który łączy narrację Adriana z opowieściami o inkwizycji, zamykanych klasztorach, z dramatem

piątek, 26 lipca 2013

Eco o spiskach, facebooku i Brownie

Jakiś czas temu trafiłam na archiwalny, drugi numer kwartalnika "Książki" (październik 2011). Znalazłam tam wywiad z jednym z najważniejszych współczesnych erudytów, z Umberto Eco. Rozmowa autora Cmentarza w Pradze z Miładą Jędrysik dotyczy właśnie spisków - tych zmyślonych i tych prawdziwych.
http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105406,10260148.html?as=3
Eco mówi o tym, z jakim odzewem ze strony środowisk żydowskich i Watykanu spotkał się Cmentarz.... Także o tym, jakie zagrożenie dla słabo wykształconego społeczeństwa masowego niosły dziewiętnastowieczne powieści w odcinkach. I oczywiście o spiskach. Ponieważ Eco w swojej powieści w interesujący sposób, przez wprowadzenie fikcyjnej postaci wyjaśnia niektóre z zagadek, które do tej pory nie zostały wyjaśnione, rozmowa z dziennikarką schodzi właśnie na ten temat. Cezar, Berlusconi - polityka to jeden z wątków. Przemiany społeczne związane z portalami społecznościowymi - to kolejna kwestia. I wreszcie podważany przez Eco przepis na bestseller: "30 procent seksu, 30 procent suspensu, musi być bardzo długa"[1]. Sam autor mówi, że jego powieści zaprzeczają temu przepisowi, bo zamiast seksu "pakuję tam 30 procent łaciny"[2]. I clou programu dla wielbicieli Dana Browna. O ile twórczość Eco jest trudniejsza niż Browna, w gruncie rzeczy chwyt jest ten sam - wykorzystanie mocno ugruntowanego historycznie spisku do stworzenia trzymającej w napięciu akcji. Sukces książek Browna jest w gruncie rzeczy konsekwencją sukcesu Imienia róży czy Wahadła Foucaulta oraz idącym za nimi apetytem na spiski.


[1] Eco, Wszyscy mamy paranoję, rozmowa z Miładą Jędrysik, "Książki" 2011, nr 2, s. 13.
[2] Tamże

sobota, 13 lipca 2013

Jak fizyka ma pomóc w czytaniu poezji

Pozwolę sobie odwołać się do wpisu Nai z Jej blogu Literackie skarby świata całego. Może dzięki takiemu spojrzeniu kiedyś wrócę do poezji, której czytanie kilka lat temu przestało mi sprawiać satysfakcję. Wcześniej czytałam jej sporo, ale przestałam, bo... nie zrozumiałam, że należy do niej podchodzić jak do fizyki. Swoją drogą, w moim przypadku czas porzucenia poezji pokrył się z czasem porzucenia fizyki. Może, gdybym wytrzymała z tą drugą, także ta pierwsza nie przestałaby mnie fascynować.

http://literackie-skarby.blogspot.com/2013/07/o-zwiazkach-poezji-z-fizyka.html
Naiu, dziękuję Ci także za wskazówkę dotyczącą Ulissesa. Sądzę, że może mi się przydać ;). Ja, kiedyś w połowie gimnazjum, dzięki pewnej bibliotekarce, która podsunęła mi Świat Zofii, zafascynowałam się filozofią, zwłaszcza teorią platońską. Trudno cokolwiek zacząć i później zrozumieć bez porządnego przewodnika. Dla mnie na kilka lat stał się nim Gaarder. Natomiast osobom, które chcą zgłębić teatr współczesny w wersji Samuela Becketta, proponuję zajrzeć do Antoniego Libery. Przyszłym mediewistom natomiast polecam za przewodnika, co oczywiste - Umberto Eco, a orientalistom - Jamesa Clavella.

czwartek, 11 lipca 2013

„Barbarzyńca w ogrodzie” Zbigniewa Herberta - spacer wokół Notre Dame

Herbert zebrał w jednym tomie szkice o początkach i rozkwicie zachodnioeuropejskiej kultury i sztuki. To spojrzenie na Włochy i Francję z perspektywy człowieka wrażliwego, uznawanego jednak na Zachodzie za barbarzyńcę. Bo przecież Polska była krajem zza Żelaznej Kurtyny.
Szkice są uporządkowane chronologicznie – od naskalnych rysunków w Lascaux aż do upadku Bizancjum, czyli końca średniowiecza. Jest w nich dużo  prostego, czystego zachwytu nad sztuką, który bardzo przypadł mi do gustu. Mimo tego, że autor nazwał Henryka Siemiradzkiego twórcą kiczowatym. Mam słabość do jego sielanek rzymskich, nawet jeśli na tle innych malarzy Siemiradzki wypada słabo. Jednak wracając do Barbarzyńcy…
Herbert nie tylko mówi o tym, co widzi, ale też fantastycznie opowiada o specyfice twórczości średniowiecznej. Szczególnie godny uwagi jest szkic o budowie gotyckich katedr. Katedr budowanych według wiary, a nie projektów architektonicznych. To wszystko okraszone jest plastycznym językiem i fascynacją autora wszystkim, co związane ze sztuką. Stąd wiele porównań twórczości różnych artystów, przywoływania nazwisk, budowli, muzeów. Działa to jednak na korzyść zbioru i może stanowić doskonały wstęp do kształtowania swojego gustu malarskiego czy architektonicznego. Herbert wciąga nas w podróż po Europie, by spotkać wiele osób oraz poznać ich dzieła, które wpłynęły na obecny artystyczny charakter Europy.

Zbigniew Herbert, Barbarzyńca w ogrodzie, Wydawnictwo Dolnośląskie, 1996.